Polska

SPIS TREŚCI



Mała ojczyzna polskich Tatarów

Kruszyniany


Kruszyniany (biał. Крушыняны/Krušyniany) – wieś w Polsce położona w województwie podlaskim w powiecie sokólskim, w gminie Krynki. W pobliżu rzeki Nietupy na skraju znajdujących się nad nią łąk, lasów oraz wzniesień (rozciągających się w kierunku pd.-wsch. od wsi) dochodzących do 161 m n.p.m.

Wieś została założona prawdopodobnie w wieku XVI. W dniu 12 marca 1679 Jan III Sobieski nadał Tatarom m.in. Kruszyniany oraz pobliskie wsie Nietupa, Łużany, jak też część Poniatowicz. Osadzeni muzułmanie, zwani Lipkami, walczyli po stronie Polski w wojnie z Turkami. W Kruszynianach (obok ok. 45 innych rodzin) osiadł na stałe płk Samuel Murza Krzeczowski, który uratował życie królowi w bitwie pod Parkanami. W drodze na sejm do Grodna król zatrzymał się u Krzeczkowskiego. Kruszyniany stanowiły duży ośrodek muzułmański. Tutaj sporządzano dzieła o treści religijno-obyczajowej tzw. kitaby. Jeden z nich powstał w 1792 dzięki kopiście Jusufowi Heliaszewiczowi.
W 1915 r. w związku z wybuchem I wojny światowej i niepowodzeniami Armii Imperium Rosyjskiego na większość ludności prawosławnej i tatarskiej Kruszynian masowo ewakuowała się w ramach bieżeństwa w głąb Rosji, gdzie przebywała na wygnaniu parę lat. Powroty do rodzinnej wsi rozpoczęły się dopiero po 1918 r., czyli po wybuchu rewolucji październikowej, i trwały z różną intensywnością przez następne dziesięciolecie. Należy zaznaczyć, że znaczna część mieszkańców Kruszynian już nigdy nie powróciła z Rosji.
Według spisu z 1921 roku, wieś Kruszyniany liczyła 54 domostwa i 364 mieszkańców. Miejscowość zamieszkiwana była wówczas przez wiernych 4 wyznań monoteistycznych. Większość mieszkańców w liczbie 170 zadeklarowało wyznanie prawosławne, 141 zadeklarowało wyznanie rzymskokatolickie, 32 wyznanie mahometańskie, a pozostałych 21 zgłosiło wyznanie mojżeszowe.


W 1980 w Kruszynianach zamieszkiwało 289 osób, z tego 33 wyznania muzułmańskiego, reszta wyznania prawosławnego i katolickiego. Do dzisiaj mieszka tutaj niewielka mniejszość tatarska. Niemym świadkiem tatarskiej przeszłości pozostaje lokalny cmentarz zwany mizarem.

Społeczność tatarska po osiedleniu się zbudowała meczet, który po raz pierwszy wspomniany jest już w dokumentach z 1717. Obecny został zbudowany prawdopodobnie w drugiej połowie XVIII wieku lub w pierwszej połowie XIX wieku (dokładna data budowy nie jest znana), na miejscu dawniejszego meczetu. W sierpniu 2008 udało się pozyskać dotację z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na zainstalowanie nowoczesnego systemu przeciwpożarowego w drewnianym budynku meczetu.
Meczet w Kruszynianach jest wpisany na krajową listę zabytków Polski, a 22 października 2012 roku zarządzeniem Prezydenta RP został, wraz z meczetem w Bohonikach, uznany za pomnik historii „Bohoniki i Kruszyniany – meczety i mizary”.

(oprac. na podstawie Wikipedii)


Heimat

Brzeg z góry

Brzeg widziany z wieży ratuszowej

Ratusz w Brzegu – renesansowa budowla wzniesiona w latach 1569-1577 według projektu Bernarda Niurona. Obecnie to jeden z najcenniejszych zabytków architektury renesansu w Polsce. Ratusz jest siedzibą władz miejskich Brzegu i kilku innych instytucji.

Brzeg (łac. Alta Ripa, niem. Brieg) – miasto w Polsce, w województwie opolskim, siedziba powiatu brzeskiego. Miasto historycznie przynależy do Dolnego Śląska. Położone nad Odrą, na skraju Równiny Grodkowskiej.

GALERIA


Kozi Gród

Lublin z Wieży Trynitarskiej

i nie tylko

Wieża Trynitarska w Lublinie – neogotycka wieża-dzwonnica jest najwyższym zabytkowym punktem wysokościowym Lublina. Z platformy widokowej, na wysokości 40 metrów roztacza się rozległa panorama miasta. Nazwa wieży pochodzi od zakonu oo. trynitarzy, którzy przebywali w pojezuickich zabudowaniach klasztornych, znajdujących się w pobliżu wieży. Obecnie w jej wnętrzu mieści się Muzeum Archidiecezjalne.

Lublin (łac. Lublinum, jid. לובלין)

GALERIA


Miejsce kultowe

Recepta na deszcz w Cisnej

 
Bieszczady to kraina dla prawdziwych mężczyzn. A cóż prawdziwy mężczyzna może robić w Bieszczadach - oczywiście pracować w lesie przy wyrębie i zwózce drzew. Tak było od początku PRL-u. W Bieszczady trafiali ludzie twardzi, ale często też niepogodzeni ze współczesnym światem. Były wśród nich wrażliwe dusze - rzeźbiarze, poeci, malarze. Takie postacie opisał Edward Stachura w swojej kultowej powieści Siekierezada. Drwale po wypłacie zbierali się w nielicznych bieszczadzkich barach - w Dwerniku, Ustrzykach Górnych, Lutowiskach, Wetlinie czy Cisnej. Przepijali tam większość zarobionych pieniędzy, potem wracali do swojej ciężkiej i niebezpiecznej pracy. Knajpy te były owiane legendami ich pijackich wyczynów. Do tych tradycji nawiązuje bar Siekierezada, którego ściany ozdobione są licznymi siekierami, ale także dziełami znanych bieszczadzkich artystów - Zubowa czy Radosa. Słynne jest tutejsze wino lane prosto z "pipy", tak jak i piwo. Siekierezada ma swój "klimat", szczególnie po sezonie, gdy przestają przychodzić tu tłumy turystów, by zrobić sobie zdjęcie w niecodziennym wnętrzu. Warto w listopadowy, słotny dzień, przy grzanym piwie porozmawiać niespiesznie z ludźmi, dla których Bieszczady są całym życiem. Jedni uważają, że Siekierezada (zwana także biesowską knajpą) to jeden z najlepszych pubów w Polsce, drudzy, że jest przereklamowana i urządzona przez niezrównoważonego psychicznie drwala… wszyscy jednak zgadzają się, że atmosfera lokalu jest naprawdę niepowtarzalna, a menu oferuje szeroki wybór piwa oraz bardzo smaczne wina. Wizyta tutaj to wyjątkowa atrakcja. Niedaleko baru znajduje się stacja bieszczadzkiej kolejki wąskotorowej. Przed podróżą warto zobaczyć jak to "dawniej z drwalami bywało"...


Powyżej rekomendacja portalu polskaniezwykła.pl


W Cisnej bywam dość często i zawsze tam... moknę. Tym bardziej wdzięczny jestem Krystynie Prońko za jej song pt. "Deszcz w Cisnej". To wspaniała piosenka w świetnej interpretacji znakomitej artystki - muzyka: Jacek Mikuła; słowa: Bogdan Olewicz.

Cisnę rozsławia również kultowa knajpa "Siekierezada" do której dzisiaj zapraszam. Choćby po to, by się osuszyć przed dalszą wędrówką.


 

Małe Pieniny


Rezerwat Przyrody Biała Woda


Małe Pieniny, rezerwat przyrody, Biała Woda, Jaworki, Szczawnica, woj. małopolskie

Bieszczady


Nie tylko kaczeńce


Wiosnę w Bieszczadach zwiastują intensywnie żółte kaczeńce, wyznaczające szlaki w pobliżu cieków wodnych. Inną barwą tamtejszej wiosny jest nieśmiała biel rozsiana na wzniesieniach. Kwitną: głóg, dzikie wiśnie, jabłonie i grusze oraz tarnina. Poniżej mini-fotoreportaż.


Bieszczadzkie kaczeńce

Przycmentarna cerkiew na Małej Pętli Bieszczadzkiej

Jeszcze mało zielone wzgórza nad Soliną

Tak wciąż mieszkamy...

... ale niektórzy w pałacach

W Bieszczady zagląda już plastikowa natura...

Wiosna jest nieuchronna!


Bory Stobrawskie


Rekonesans z lunetami


Bory Stobrawskie, liczenie ptactwa, ornitologia, Marek Stajszczyk


Miejsce i czas akcji: Stobrawski Park Krajobrazowy, wrześniowe przedpołudnia 2009 r. Uczestnicy: Marek Stajszczyk – dowódca, Andrzej Andrzejczyk, Adam Czubak, Emil Kotwicki, Jakub Kotwicki, Paweł Orłowski – karni żołnierze i zadziwiony obserwator (niżej podpisany). Zdobycz: kaczki – krakwa (4), cyranka (1), cyraneczka (70), płaskonos (7), czernica (1), krzyżówka (120), gągoł (1), świstun (4); kurki wodne – łyska (595) i jej kuzynka kokoszka. Łabędzie nieme (34), perkoz i perkozki. Czapla biała (2) , czapla siwa (7) i czapla bąk (1); kilkadziesiąt kruków, parę myszołowów i kilka bielików. Pojedynczy zimorodek i jakieś wróblowate. Uzbrojenie: lunety (5), lornetki (5) i aparaty fotograficzne (2), atlas ptaków.


Spokojnie! Nie jesteśmy na ptasiej wojnie. Wręcz przeciwnie: w głuszy i w ciszy, w leśnych ostępach, gdzie można usłyszeć własne myśli i zadumać nad czymś niezwykłym. Niesamowite, nagle człowiek sobie uświadamia, jak niewiele potrzeba, bo to tak blisko, nieomal na wyciągnięcie dłoni, istnieje nieprawdopodobny świat. Nie musimy udawać się na koniec świata, tłuc wiele godzin na Mazury. Porównywalne klimaty mamy tuż obok, w Stobrawskim Parku Krajobrazowym. Rzeczywistość zadziwiająca, której w codziennym zabieganiu w ogóle nie dostrzegamy. Na szczęście są wśród nas tacy, którzy żyją jakby trochę w innym wymiarze. Miałem szczęście poznać owych ludzi i o nich dzisiaj opowiem.


Spiritus movens tytułowego rekonesansu, czyli zwiadu (wojskowi powiedzieliby: „wstępnego zapoznania się z czymś w określonym terenie”) jest Marek Stajszczyk, brzeski przyrodnik i pasjonat ornitolog. Kto dostrzeże żar w jego oczach zrozumie o wiele więcej, a kto ma szczęście posłuchać Markowych gawęd o ptakach zadziwi się do reszty.


Marek pracuje w Brzeskim Centrum Kultury i zajmuje się pracą u podstaw. W przedszkolach i klasach młodszych realizuje programy edukacyjne przybliżające dzieciom świat flory i fauny. Uczy „innego” patrzenia na otoczenie i naturę. Specjalizuje się w awifaunie, ale z powodzeniem może uchodzić za przyrodniczego eksperta. Jest autorem jedenastu tekstów gatunkowych i każdy z nich potraktowano, jako odrębne publikacje. Całość została pomieszczona w „Atlasie rozmieszczenia ptaków lęgowych Polski” (lata 1985 – 2004), wydawanym pod auspicjami Uniwersytetu Wrocławskiego. Słowo „auspicje” nabiera tutaj szczególnego znaczenia. Jak podaje encyklopedia PWN: auspicje, auspicia [łac. aves spicere ‘obserwować ptaki’] to w religii rzymskiej odczytywanie woli bogów z lotu, krzyku lub zachowania się ptaków oraz ze zjawisk na niebie. I właśnie w takich klimatach swobodnie sobie fruwa „dowódca” ptasiego rekonesansu.


Marek jednym spojrzeniem liczy ptactwo i jest w tym bardzo przekonujący. Nikt nie waży się kwestionować jego kalkulacji, mimo że fruwające towarzystwo pozostaje w bezustannym ruchu: pływa, nurkuje, wzlatuje, przysiada, czyli nie ułatwia działań rachunkowych. Jak wspomniałem nie tylko ptakami interesuje się Marek. To człowiek energetyczny, który z łatwością wciąga w swój tajemny świat.

– Popatrz! O tutaj, widzisz? To rynna po której wydra przechodząc poprzez groblę z sąsiedniego stawu opuszcza się do wody. Marek odchyla gałązkę leszczyny i rzeczywiście - widać specyficzny lej, porządnie wyślizgany przez obłe zwierzę. Kłopot w tym, że laik czegoś takiego nigdy nie dostrzeże. Na szczęście są ludzie inaczej widzący.

Andrzej Andrzejczyk – leśniczy ze Stobrawy. – Zawód leśnika nie jest tak romantyczny, jakby mogło się komuś wydawać – ujawnia kulisy swojej profesji. Dzisiaj las to twardy biznes i brakuje czasu na podglądanie flory i fauny, co przed laty zadecydowało o wyborze drogi życiowej. Liczy się rachunek ekonomiczny i racjonalna, w kategoriach biznesowych, gospodarka zasobami leśnymi. – Dopiero dzisiaj odpoczywam chodząc po lesie z lunetą, mogę wreszcie zapomnieć o kalkulatorze. To jest właśnie przyjemność. Można też wytchnąć w domu, tam żyje spora menażeria. Najpiękniejszy moment dnia to powrót z pracy, kiedy na powitanie podbiega pies i za moment, nie wiadomo skąd, pojawia się kot i plącze się pomiędzy nogawkami pana.

W swoje cyfrówce Andrzej nosi prawdziwe skarby: dudka w dużym zbliżeniu, młodą kukułkę i puszczyka, zimorodka i nawet pospolite gołębie. Robi zdjęcia makro pojedynczych roślin i różnych okazów przyrodniczych, choćby komplet lotek znalezionego kiedyś na drodze martwego bielika. Przed uwiecznieniem tego cudu musiał, oczywiście, ułożyć upierzenie ptaka równiutko i hierarchicznie.

Emil i Jakub Kotwiccy, tata bankowiec z synkiem, świeżo upieczonym gimnazjalistą. Kuba już wie, kim będzie w życiu dorosłym. Chce, jak tutaj wszyscy, podglądać awifaunę, zajmie się profesjonalnie ptakami. Już teraz imponuje wiedzą o gatunkach i podgatunkach. Chętnie objaśnia niuanse w opierzeniu i demonstruje katalogi, które zabrał ze sobą do lasu.

Emil nie uwalnia się od rozmyślań o pieniądzach. Cóż, tak pewnie ma każdy bankowiec, skrzywienie zawodowe. – Ile trzeba mieć milionów, by posiadać takie akweny? – zastanawia się raczej retorycznie. Gładko przechodzi do filozoficznej konstatacji, że pieniądze szczęściu jedynie dopomagają, ale nie są bezwarunkowo konieczne. Trzeba mieć życiową pasję, znaleźć dla siebie coś, co wciągnie do reszty. Nietrudno o to, jeśli ma się głęboką wrażliwość i chce się patrzeć na świat trochę z innej perspektywy.


Paweł Orłowski – socjolog, powrócił do swoich przyrodniczych pasji po trzech latach emigracji w Irlandii. Wspólnie z żoną zdecydowali o wyjeździe z wyspy w obliczu kryzysu ekonomicznego, który pozbawił ich pracy. Nie wrócili z niczym, są bogatsi o „irlandzką” córeczkę. Irlandia to dobra szkoła. Socjolog nauczył się nowego fachu i zechce w Polsce rozpocząć działalność biznesową. Powrót do kraju jest o tyle ważny, że Paweł znowu może robić to co bardzo lubi: obserwować naturę. Oprócz podglądania ptaków lubi zasadzać się o świcie z aparatem fotograficznym na grubszą zwierzynę.

Adam Czubak – polonista z Pokoju, miłośnik „drapoli”, czyli ptaków drapieżnych, aktywista Komitetu Ochrony Orłów. Rejon Stobrawskiego Parku Krajobrazowego jest siedliskiem rosnącej populacji bielika, co Adama napawa dumą. Zazdrości sąsiadom z Niemiec, gdzie każde orle gniazdo ma swojego obserwatora-opiekuna. U nas sytuacja nie wygląda tak dobrze, ale może dlatego, że mamy relatywnie więcej drapieżników i za mało pasjonatów? W każdym razie „drapoli” przybywa i jest czym się zajmować.

Przedstawione osoby raz w miesiącu, o tej samej godzinie, odwiedzą przydzielone im akweny, gdzie zliczą napotkane ptactwo. Wszystkie dane zbierze Marek Stajszczyk i skrupulatnie odnotuje w swojej buchalterii. Okazuje się, że ptasich siedlisk mamy mnóstwo. Nie sposób wszystkich opisać w krótkim tekście. Warto wspomnieć o paru niezwykle urokliwych miejscach.

Stawy Krystyna. Pierwsze wrażenie: Stobrawskie Mazury! Dwustuletni akwen wciąż eksploatowany, jako gospodarstwo rybne. Wokół mnóstwo szlachetnych nasadzeń, wiekowa ostoja leśna z oryginalnymi mnichami, które wciąż regulują poziom wody. Dębowe aleje po latach robią za żywe świadectwo pozytywnej działalności człowieka. Z dala od ludzkich siedzib, jakby zapomniane i jakże urokliwe. Mnóstwo ptactwa i żadnych ludzi.

Stawy Markowe. Zupełnie inna bajka. Zero nasadzeń. Regularne groble, nieomal szachownica i potężny teren pod wodą, wciąż trwa rozbudowa. Z tego powodu otoczenie nieco „postindustrialne”, z koncentracją urządzeń melioracyjnych i różnorakiego sprzętu, charakterystyczny nieład na niedokończonej budowie. Ruch tutaj spory bowiem właściciel stawów udostępnia komercyjny odłów karpia. Niesamowity kontrast z cichymi Stawami Krystyna. Pewnie za jakieś 200 lat będzie tutaj równie uroczo. Pożyjemy, zobaczymy…

- Po co tutaj było przyjeżdżać? – zastanawiam się. Na dodatek rozpadało się. To postawa typowego malkontenta, który do końca nie pojmuje sensu liczenia ptactwa. Za pozwoleniem czujnego właściciela, który chciał wiedzieć, co to za „zbrojna grupa” wtargnęła na jego teren, zdążamy do najodleglejszego akwenu. – Opłaca się – przekonuje Marek Stajszczyk. Jeśli nie pójdziesz nigdy się nie dowiesz, czy nie przysiadła tam czapla purpurowa. To rzadki okaz i dla ornitologa nie lada gratka. Na Opolszczyźnie odnotowano tylko jedno takie stanowisko. Czaplę purpurową widziano na stawach w Barucicach. Łatwo domyśleć się, kto ów ornitologiczny fenomen „upolował”, to oczywiście Marek. Rekonesans obejmował też inne kompleksy wodne: Pieczyska, Kuźnicę Dąbrowską, Szubienik, gdzie ornitologów czeka huk roboty.


Na zakończenie obrazki godne National Geographic. Wybierając się do Stobrawskiego Parku Krajobrazowego rezygnujemy z oglądania w TV filmów przyrodniczych i oddychamy na łonie natury. Wszystko, co ciekawe dzieje się tuż obok, wystarczy zadrzeć nieco głowę i zacząć czytać na niebie. Oto rybołów z rybą w szponach, którą na nagle wyciągnął z tafli stawu. Teraz wzbija się w powietrze w poszukiwaniu wierzchołka drzewa, gdzie w spokoju rozpocznie ucztę. Po co komu Mazury? Tutaj cisza gwarantowana, zero żagli, żadnych turystów i ogrom ptactwa, które niebawem będzie skrupulatnie zliczone. Jakby tego mało, są i jakieś „drapole”. Ponad ludzkimi głowami kołuje bielik i tuż obok dokądś zmierza myszołów z tasiemką trzymaną w dziobie. Niespodziewanie pojawia się, przez kogoś spłoszona, cała zgraja kruków – ptasich intelektualistów. Nieco dalej kołuje pojedynczy kruk i nęka w locie bielika, który za coś mu podpadł.


Epilog


- Maruś, tych łysek naliczyłem 195, a nie 200, jak twierdzisz – próbuje nie zgodzić się z szacunkami Marka Stajszczyka leśniczy Andrzej Andrzejczyk. A liczenie ptactwa, tych żywych punkcików na wodzie, pod wodą, wzlatujących i lądujących, to nie matematyka lecz magia. Margines błędu jest znikomy i wynosi +/-5 sztuk – twierdzą znawcy przedmiotu. A więc obaj liczący mają rację!

Jak rozpoznać w locie „drapoli” – myszołowa i bielika? To pytanie z gatunku naiwnych i zarazem prostackie. Wystarczy dostrzec charakterystyczny układ skrzydeł…


Październik 2009

Powrót do góry strony

Leżajsk - Bełz - Szczebrzeszyn


Cienie nad rzeką Bug


Szewach Weiss b. ambasador Izraela w Polsce, profesor, politolog uniwersytetów w Tel Awiwie i Warszawie - zapytany, jak wyglądałaby Polska, gdyby nie Holokaust i późniejsze antysemickie wydarzenia, z charakterystyczną dlań przenikliwością, odpowiedział: Polacy szczyciliby się teraz nie kilkoma, a kilkunastoma noblistami, laureatami nagród w różnych dyscyplinach, zdobytymi przez Żydów, których korzenie wywodzą się z Polski.


Kirkut w Szczebrzeszynie


Pękam z dumy w przypadku Isaaka Beshevisa Singera (1904-1991), to mój ulubiony pisarz, który w rodzinnym Leoncinie nie ma nawet ulicy swojego imienia. Nie chcę wierzyć, że dzieje się tak dlatego, że nie mówił po polsku i że tworzył wyłącznie w jidysz. Wydawane w Polsce dzieła wciąż znajdują  czytelników i z reguły zostały przełożone z języka angielskiego. Na kartach licznych powieści autor „Sztukmistrza z Lublina" przywołuje doskonale Polakom znane nazwy: Biłgoraj, Leżajsk, Frampol, Szczebrzeszyn, Józefów, itd. Właśnie zaczytuję się w powieści wydanej w 1998 roku, a więc już pośmiertnie, zatytułowanej: „Cienie na rzeką Hudson".


To jedno z ważniejszych dzieł w dorobku Singera. Przedstawia świat amerykańskich Żydów, którzy uniknęli Holocaustu. Wśród rodzinnych kłótni i religijnych sporów kojarzą się i rozpadają małżeństwa z miłości i z rozsądku, kochankowie się rozstają, a małżonkowie umierają i powracają z zaświatów. W tle jawi się, jak zawsze u Singera, Europa no i utracony raj dzieciństwa - Polska. To dla polskich Żydów „cienie", czas jakby już nierealny, bo niemalże doszczętnie wymarły.

Mój mądry ojciec przez długie życie powiadał, że ludzie potrafią współżyć harmonijnie mimo religijnych różnic. Dzieje się tak do momentu aż nie „zajmą się" nimi politycy. Moje korzenie rodzinne sięgają wołyńskich Kresów, gdzie - co podkreślał ojciec - przez setki lat pomieszkiwali obok siebie zgodnie Polacy, Ukraińcy, Żydzi i Rosjanie. Oczywiście do czasu.


W ostatnim okresie kilkakrotnie miałem okazję odwiedzenia ziem ze ściany wschodniej. Wędrowałem po Roztoczu i Pobużu szlakiem pamiątek kultury żydowskiej. Jest to doświadczenie traumatyczne nie tylko z powodu owych „cieni", ale z przyczyn niejako geopolitycznych. Poznajemy dwa różne światy, kosmosy sztucznie rozdzielone przez dziejową zawieruchę.


Miasteczko Bełz


Pamiątki pożydowskie na terenie Polski, choć wciąż niedocenione i znacznie zdewastowane, jakby ożywają. Są jakieś podstawy do optymizmu, miasteczka pięknieją z miesiąca na miesiąc, buduje się nowe drogi i domy. Tu i ówdzie przypomina się o żydowskich śladach. Może to zasługa młodszego pokolenia, wolnego od uprzedzeń swoich przodków? Na kirkucie w Szczebrzeszynie wypionowano już wiele macew a jest to dzieło młodych Niemców, porządkujących żydowskie miejsca pochówków, pobierających w tej niezwykłej formie lekcje historii.


Obraz Pobuża, czyli miejscowości polsko-żydowskich zlokalizowanych na terenie Ukrainy, jest zgoła przygnębiający. Tam czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Oto miasteczko Bełz, nadgraniczna prowincja z przejmującym klimatem smutku i bylejakości. Jak wyglądało przed kilkudziesięcioma laty, skoro do dziś jest rozsławiane przez Gołdę Tencer & Sławę Przybylską w przepięknej pieśni „Majn sztejtełe Bełz"? Cóż, poezja i muzyka to para ptaków, stworzeń wzlatujących ponad ludzkimi głowami...


Synagoga w Sokalu


Dla religijnych Polaków Bełz to miejsce szczególne, stamtąd wywieziono do Częstochowy obraz Czarnej Madonny. Można odwiedzić kościół p.w. św. Walentego z sąsiadującą kapliczką, gdzie przechowuje się replikę cudownego obrazu. Jest to rzeczywista oaza, zdecydowanie rzadka na tej pustyni smutku i wyczekiwania na lepsze czasy.


Wrzesień 2007

Powrót do góry strony

Cisna - Majdan


Bieszczadzka Kolejka Leśna (slajdy)


Bieszczadzka Kolejka Leśna – kolej wąskotorowa w Bieszczadach Bazą kolejki jest stacja w Majdanie. Stąd pociągi kursują w kierunku stacji Przysłup (zatrzymując się w Cisnej, Dołżycy i Krzywem) oraz Balnica