Kurioza

Spis treści



Historia zawierająca lokowanie produktu 

Pomaluj mój świat

Jestem w trakcie kapitalnego remontu, którego kapitalność nie wyraża się w tym, że w domu będzie wreszcie kapitalne. Kapitalny oznacza, że skapitulowałem i wyzbywam się resztek kapitału. Na wizytówce wygraweruję: LJT Zdekapitalizowany.
Skapitulowałem też w sferze estetycznej. Pani Renata już na wstępie zawyrokowała, że pozbawia mnie prawa wyboru kolorów, co wynika z zasady, że faceci rozróżniają tylko dwa: ładny i brzydki, a ci wrażliwsi, usposobieni bardziej artystycznie, znają też trzeci: gejowski.
Jako inwestor spolegliwy oczywiście odpuściłem. Stłumiłem w sobie dziką radość, że nie moim udziałem będzie przeżywanie, czy sufity i ściany pokryją farby od Śnieżki, Nobilesa, Duluxa albo Beckersa.
I co? Katastrofa!
Efekt końcowy jest taki, że Renatka siedzi naburmuszona dając do zrozumienia, że coś nie wyszło.
- O co ci chodzi, przecież kolory wybierałaś sama!?
- To twoja wina, bo nie doradzałeś! Buuu...


Gwiazdy Kurwizji

Jajecznica

Maciek Maleńczuk powiedział w wywiadzie, że gwiazdor TVPiS, niejaki Zenon Martyniuk, ma głos jak… jajecznica. Nie znając pełnego spektrum tfurczości Zenka nie za bardzo rozumiałem, co Maleńczuk miał na myśli. Wszystko się rozjaśniło, kiedy natrafiłem na poniższe dzieło.
Wrażliwców i muzycznych estetów lojalnie ostrzegam: tego już się nie da ani odzobaczyć, ani ododsłuchać. 

Uwaga! Nie biorę odpowiedzialności za to, że po artystycznej uczcie ktoś nagle znienawidzi jajecznicę na miodzie.


Nie każdy może pstrykać

Kosmiczne foty

Szukam porządnego i - co ważne - (nie)taniego aparatu fotograficznego. I wreszcie znalazłem

Edwin Eugene Buzz Aldrin – pułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, astronauta amerykański, brał udział w pierwszym lądowaniu na Księżycu i robił zdjęcia właśnie aparatem firmy Hasselblad. Po zakończeniu misji zostawiono ponoć na powierzchni 10 takich aparatów! W zamian załadowano do lądownika księżycowe skały.
Ktoś, kto kiedyś sprowadzi na Ziemię tamten sprzęt pewnie zbije fortunę.


Bez abonamentu

Korona z tektury

Skromny pastuszek, wnuk Roch (l. 6), zaprosił na Pastorałki - widowisko przygotowane przez nauczycielki z Rochowego przedszkola. Zaprezentowany artyzm przewyższa wszystko, co można zobaczyć w bieda-produkcji TVPiS, zatytułowanej buńczucznie „Korona królów”. Zawstydzając telewizyjnych wyjadaczy starszaki odegrały przypisane im role brawurowo. Było przede wszystkim bezpretensjonalnie. Nie przebijała tektura, nie raziły doklejane wąsiska, ani wymuszona i pokrętna narracja.

Twórcy „Korony królów”! Do przedszkola!


Kochać każdy może

Poliamoryk

- Mam żonę Jadwigę, ale nie jesteśmy razem. Żyję od lat z inną kobietą, Anną. Jest jeszcze Hanna, z którą zakładałem Solidarność Walczącą. Wszystkie te kobiety bardzo kocham i są mi one bardzo bliskie - wyznał publicznie Kornel Morawiecki.

Kim jest tatuś obecnego premiera? To prekursor wielomiłości!

Wielomiłość, czyli poliamoria, polega na przyzwoleniu obojga partnerów na wchodzenie w inne intymne relacje, które nie zawsze muszą wiązać się z seksem. Poliamorysta to osoba, która nie pozostaje w związku z tylko jedną osobą, lecz jest otwarta także na inne relacje. Ludzie, którzy uważają się za poliamorystów, uważają, że wyłączność seksualna i emocjonalna nie są konieczne do tego, by być w długotrwałej i satysfakcjonującej relacji miłosnej.

Brawo! Szacun dla facetów szczerych i z... jajami.


Historia basowania

Police

Jako gitarzysta basowy wystartowałem równolegle ze… Stingiem i jego The Police. W miejscowości o nazwie Police nie koncertowałem, co być może przesądziło o załamaniu kariery. W PRL policji nie było. Działała za to milicja obywatelska, która utrudniała zdobycie sławy. No bo jak tłumaczyć wlepienie mandatu za niemanie świateł w składaku „Wigry”?


Z kamerą wśród polityków

Poganiacz

Ojciec Morawiecki jest zapalonym szachistą i obiecał synkowi, że za pierwsze zwycięstwo otrzyma nagrodę w postaci... konia. Dotąd nie wywiązał się ze zobowiązania. Widocznie Mateuszek wciąż przegrywa. Nie doczekawszy rumaka dorosły syn Kornela sam zrealizował marzenie.
- Po co mi koń - pomyślał - zostanę poganiaczem osłów!


Słownik Wyrazów Niepojętych

Aberracja

Aberracja (łac. ab – od i errare – błądzić, także aberratio – zabłąkanie się, zbłądzenie).

Gdybyście musieli komuś wyjaśnić sens tak trudnego słowa, dajmy na to żądnej wiedzy domowej mądrali, a przytoczenie encyklopedycznej opisu nic by nie dawało, gdybyście opadli już z sił i powoli opuszczał was pedagogiczny entuzjazm, nie traćcie nadziei, nie poddawajcie się. Nie panikujcie. Porzućcie rozwiązanie ostateczne, np. samobójstwo. Więcej wiary. Przecież z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

Kiedy nienasycony bachor nie ustępuje i wciąż naciera - pokażcie mu fotografię ministra wojny z narodem z komentarzem, że tenże człowiek każdą krytykę pod swoim adresem uznaje za napaść na Polskę. To jest właśnie aberracja.

Przytoczcie anonimową wypowiedź informatora z Ministerstwa Obrony Narodowej, który zdradził, co działo się w resorcie, kiedy Tomasz Piątek wydał bestseller ”Macierewicz i jego tajemnice". Partia zażądała wówczas od ministra, by ten "coś z tym zrobił". Jak zareagował Macierewicz?

"Szalał. Chciał uruchamiać służby. Ale współpracownicy wybili mu to z głowy, wytłumaczyli, że jak to wyjdzie, to dopiero będzie kompromitacja. W końcu sprawę oddano prokuraturze”.

Ochłonął dopiero po paru miesiącach, zmieniwszy retorykę wypalił: „to część wojny hybrydowej przeciw Polsce”.

Zapis w Słowniku Wyrazów Niepojętych mógłby wyglądać prosto i konkretnie: Aberracja - w języku wolskim: Antoni Macierewicz.

I wszystko jasne!


Kiedyś to były zimy

Ociupina archeo

Minęło pół wieku, a ja wciąż nie mogę zapomnieć śniegowców, ogrodniczek i czapusi z których nie wiadomo kiedy wyrosłem. Przede mną kolega nazywany... „docentem” mimo, że wówczas nie rozumieliśmy sensu tego słowa. Zdjęcie banalne tylko z pozoru. Spójrzcie na naprężoną linkę, ileż tu dramaturgii wynikającej z faktu, że ciągnący sanki nie załapał się do kadru! Wiem, że z porażki nigdy do końca się nie otrząsnął i nie potrafi zapomnieć, jak ja: śniegowców, ogrodniczek i czapusi.


Wiosna wróci

Nielot został

Jakoś mi smutno, że do cieplejszych krajów odleciały już następujące podfruwajki: dymówka, oknówka, brzegówka, jerzyk, muchołówka żałobna, muchołówka szara, pokrzewka ogrodowa, piegża, cierniówka, świstunka, piecuszek, trzcinniczek, wodniczka, kraska, kania czarna, orlik krzykliwy, kobuz, cyranka, bocian, bączek, kulik mniejszy, derkacz, przepiórka, dziwonia, muchołówka mała, pliszka cytrynowa, wójcik, szpak, grubodziób, zięba, szczygieł, potrzos, śpiewak, zniczek, pokrzywnica, skowronek, głowienka, cyraneczka, mewa pospolita, kokoszka wodna.

A my zostaliśmy ze starym nielotem, który obsrywa co tylko się da.


W trosce o kubki smakowe

Granaty

Coś dla zdrowotności i ewentualnie na kaca...

Wreszcie do syta - mniam, mniam - opiłem się sokiem wyciskanym ze świeżych (z reguły przechowywanych w chłodzie) granatów. Miało to miejsce w Palestynie i Izraelu. Najtaniej było w palestyńskiej części Betlejem: 8 szekli za widniejący na zdjęciu 0,5 l kubek (1 ILS = 1 PLN, z zastrzeżeniem, że nowy szekiel izraelski ma nieporównywalnie niższą od polskiej złotówki siłę nabywczą). Najdrożej było nad rozczarowującym i zdecydowanie przereklamowanym Morzem Martwym: 20 ILS za połowę zawartości kubka! Całkiem drogo i niesmacznie (18 ILS za 0,5 l) w urokliwej Jaffie. Tam podawano ciepły sok z resztkami niejadalnych pestek o zapachu… pomarańczy. Nie chciało komuś domyć wyciskarki?
Sok z dojrzałych granatów znakomicie gasi pragnienie, zaspokaja głód i jest nieziemsko mniamniamniasty. Izraelskie granaty o wiele bardziej smakują od tych kupowanych w kraju. Palestyna mógłby konkurować z Azerbejdżanem, gdzie podają sok równie smaczny, i jeszcze w dostępniejszej cenie.


Fatalna czwórka

Pan Piątek zdecydował

Czterokrotnie rozwiedziony pan Zenek z Lublina po czterokroć miał dość stygmatyzacji liczbą »4«, dał więc następujący inserat.
Sprzedam mieszkanie na „Wzgórzu Czwartek” w czterokondygnacyjnym bloku, czwarta klatka, czwarte piętro, m. 44, komfort dla czteroosobowej rodziny. Kontakt osobisty: Osiedle Wieniawa, ul. Czwartaków 4/4. Pukać cztery razy, wyłącznie w czwartki o czwartej po południu, pytać o Zenona Piątka.
Okazuje się że pan Zenek znalazł piątą kandydatkę na żonę. Chinkę. To wiele wyjaśnia. Czwórka w wielu kulturach azjatyckich uważana jest za liczbę przynoszącą pecha. Brzmi tak samo jak „śmierć”.


Taki sen

Zasypane rowy

W kraju zapanowała zgoda i rozkwitła miłość, wreszcie zasypano rowy dzielące Polaków na sorty. Prezes Tysiąclecia przekazał na rzecz WOŚP patriotyczną pelerynę, a minister wojny solidny kawał blachy z szopy wysadzonej za pomocą bomby termobarycznej. Uzyskane w wyniku licytacji pieniądze Jurek Owsiak w całości przeznaczył na rzecz Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
Ufff…
Po przebudzeniu uświadomiłem sobie, że wieczorem nie piłem żadnego alkoholu, ale też nie zaaplikowałem pastylek przepisanych przez psychiatrę. Skończyły się. Właśnie maszeruję po receptę i przy okazji zahaczę o „Biedronkę”. Podobno na monopolowym jest promocja.


Takie tam pisanie

Pispis

Wpadł mi do głowy (nie)głupi pomysł by kaczystów nazywać specjalnie, dla wyróżnienia! Wystarczy w prawdziwe nazwisko wtopić skrót nazwy partii. Wyglądałoby to tak:         

          Pissuski
          Pissasin
          Pisszydło
          Pisszyszko
          Pisjurgiel
          Pispięta
          itd.

W Polsce poza pisem żyje niemało Bogu ducha winnych Dudów, Kaczyńskich i in. Kowalskich. Ulżyjmy im. Po co mają się tłumaczyć, że z kaczyzmem nie mają nic wspólnego.
Myślę, że powyższą zasadę powinno się wpisać do konstytucji.


Pride of PiS

Koń, który mówi

Krzysztof minister Jurgiel w podległym resorcie ogłosił burzę mózgów. Uwzględniwszy wytyczne genialnego stratega już dziś rozpoczął przygotowania do przyszłorocznego Święta Konia Arabskiego »Pride of Poland«. Podwładnym zalecił dokształt, samodoskonalenie i częstsze niż dotychczas pacierze. Po konsultacjach z min. Zalewską ułożył listę lektur obowiązkowych, które ministerialni urzędnicy muszą przeczytać.

Łysek z pokładu Idy
Nasza szkapa
Koń, który mówi
Konik Garbusek
Mustang z Dzikiej Doliny

Osobiście udał się do salonu VideoWorld i na początek wypożyczył wszystkie odcinki serialu "My Little Pony" oraz melodramat "Czyż nie dobija się koni?"

Jako człowiek głębokiej wiary wierzy, że do Janowa Podlaskiego wrócą szejkowie a nawet Shirley Watts.


Klina klinem

Język żywy

Język Achmatowej, Lermontowa i Puszkina jest przepiękny i wciąż rozkwita. Ażeby poznać nowe rosyjskie słówka należy otworzyć się na biesiadne kontakty z obywatelami tego ogromnego kraju. Swój wielki wkład w kształtowanie języka mają również Rosjanie nadużywający tego i owego.
Nie zdziwmy się zatem, kiedy bladym świtem zatroskany współbiesiadnik nas zapyta: Ты уже остограмился? W wolnym tłumaczeniu: Czy spożyłeś już poranne sto gram na kaca? Albo: Czy twój umęczony organizm dostał to, co z rana dostać powinien?
Wyższość języka rosyjskiego jest oczywista. Jedno słówko »остограмиться« a ileż w nim emocji i treści. W Rosji kapitalizm kwitnie i bystro reaguje na oczekiwania konsumentów. Na zdjęciu widzimy 100 g niezłej wódki w praktycznym opakowaniu.
Na zdrowie!


Życie pozapolityczne

69 czyli 6/9


Sześćdziesiąte dziewiąte urodziny to święto wyjątkowe. Przede wszystkim seksowne. Liczba 69 w zasadzie wszystko wyjaśnia. A jeżeli ktoś wartości owej nie rozgryza, niech pretensje kieruje do siebie. W latach chmurnych i durnych, kiedy smętna matematyczka ględziła o całkach i różniczkach, trzeba było czasem zwiać na wagary. Właśnie podczas zajęć pozaszkolnych szło spróbować, jak 6/9 smakuje. Kończmy jednak ze wspominkowym świntuszeniem.
Po 18 czerwca w sześćdziesiątą dziewiątą wiosnę życia wchodzi pewien Wolak, który - wszystko na to wskazuje - sześć na dziewięć nigdy nie przeżył. Dlatego wypada mu życzyć by już zostawił politykę i poszedł na dozgonne wagary. Niech da sobie ostatnią szansę. Polityka usłana jest zdradami i niewyobrażalnymi świństwami, a życie pozapolityczne jednak istnieje i bywa przepiękne...

Jebilatowi (bez korekty) dedykuję osobiste wspomnienie wiążące się z ważną dla mnie datą.

Ongiś obchodziliśmy okrągłą rocznicę ślubu. Było fantastycznie. Drogie ciuchy, elegancki lokal i wykwintna kolacja. Potem nastrojowy koncert, a na koniec ekskluzywny hotel i szalony seks (oczywiście nie obeszło się bez 69). Hołdująca prawicowym wartościom małżonka jednak strzeliła focha. Tuż po koncercie poszła do... kościoła.


Prawdziwy odlot

Lotem orła

Mój pierwszy odlot. Pilotowanie podniebnych wehikułów nie jest wcale trudne. Z lotu ptaka - uwzględniając orła białego w złotej koronie ze złotym dziobem i wyzłacanymi pazurkami - Ziemia wygląda nieziemsko! Nie bójcie się fruwać. Ze statystyk wynika, że prawdopodobieństwo śmierci w wypadku lotniczym wynosi 1:29 milionów. Zdecydowanie „łatwiej” zginąć w wypadku samochodowym czy jadąc na rowerze.


Łysym na pohybel

Cyrulicy XXI wieku

Ambasada, Galeria, Salon, Belweder, Consulat, Studio, Pałac... wszystko już było! TERAZ PIWNICA FRYZUR! Kiedy - dopytowywuję - Strych, Poddasze, Stodoła i Obora? Mili (nie)znajomi z Facebooka jeszcze dorzucili: Akademię Fryzur, Fabrykę Fryzur i Bunkier Fryzur a nawet... Ziemiankę Fryzur. 

Drzewiej chodziło się do cyrulika, balwierza, golarza, golibrody i fryzjera. Komu to przeszkadzało?


Między nami drapieżnikami

Rekinożercy

Paradoks. Rekin zabija łącznie na całej kuli ziemskiej dziesięć do dwudziestu ludzi rocznie. W tym samym okresie my zabijamy około siedemdziesięciu trzech milionów rekinów. Kto zatem jest groźniejszym drapieżnikiem?


Poznać nieznane

Globtrotuar

Morten A. Strøksnes: Zaledwie kilkaset lat temu wierzono jeszcze, że istnieją ludzie z psimi głowami albo z twarzami umiejscowionymi na klatce piersiowej, a także stworzenia będące skrzyżowaniem skorpiona, lwa i człowieka. Jeśli podróżowało się wystarczająco daleko od znanych, domowych pieleszy, ryzykowało się napotkanie koni ze skrzydłami albo istot, które zabijają wzrokiem...

Oto wyjaśnienie przyczyny dla której - paraliżowany strachem przed stanięciem oko w oko z jednorożcem - Jarosław Kaczyński unika dalekich podróży i dlaczego jego kosmos zamyka się w zaklętym trójkącie: Żoliborz - Toruń - Ciemnogrodzka. Wypady na Wawel, czy "na szczupaka", w asyście watahy dobrze mu znanych lizusów, to przejaw skrywanej chęci poznania nieznanego. Zgoda na traumę z tym związaną bynajmniej nie dowodzi otwartości na świat, to żałosna próba pokazania, że jest się nieustraszonym.


Eurowizja Minus

Lewackie krakanie

Nigdy już nie zajrzę na żaden lewacki portal, gdzie tylko białe róże wściekłej nienawiści i wkładanie kija w szprychy "dobrej zmiany". Na jednym z nich przeczytałem o przyczynach sromotnej klęski Kasi Moś na festiwalu Eurowizji. Nienawidzące prezesa i jego wspaniałej drużyny lewactwo wypisuje takie oto androny. »Festiwalową piosenkę podobno skomponował Jacuś Kurski, prezes napisał angielskie słowa, a orkiestrą dyrygowała Krystyna Pawłowicz. Wszystko ponoć spie*dolił członek jury sędzia-kalosz Lech Morawski, który zagłosował przeciwko Kasi Moś i łamaną angielszczyzną uzasadniał, że nasza rodaczka ma antypolską urodę«. Ludzie złoci! Przecież to nieprawdziwa nieprawda!


Nienawistna biel

Niemodne galoty

Wracam do domu po dłuższej podróży. Ogród zapuszczony, trawa po pachy i jakby tego było mało: gdzie nie spojrzę - pełno nienawiści. Prawdopodobnie nie są to róże ani nawet rurze, jakie występują w agrarnej kulturze w naturze. I ta ich bezczelna biel! Kolor głupoty i nienawiści, skrajnej nienawiści i skrajnej głupoty. 

Nowy wielki atak!
Zostawmy problem białej róży, bo nic dobrego róża nie wróży, tym bardziej, że trzeba zrobić pranie po podróży. Żeby nieszczęść było mało! Zrzuciłem ze się galoty i wrzuciłem je, tradycyjnie już, do nowiutkiej zmywarki do naczyń (pamiętacie skandal z poprzednią, którą oddałem do reklamacji?), zaaplikowałem wymaganą dawkę proszku do pieczenia, i co? Galoty były w najmodniejszą w tym sezonie różową kratę, dosłownie modowy hicior, wyciągam ci ja je, i co?! Zero kratki, róż spłynął do Odry kanałami narodowymi. Dramat! Wyszły śnieżnobiałe galociska!!! Nie różowe ani nawet rurzowe. I co?! Mam paradować w niemodnych i na dokładkę o nienawistnym kolorze?
Szeroki front nienawiści. Nowy wielki atak. Ale wkrótce wygramy! Dojdziemy!

PS. Zainteresowani galotami, sprzed i po praniu, mogą otrzymać na priva fotkę gratis. Edycja limitowana.


W trosce o symbole

Harmonia

Szanujący się pisowiec, modelowy Polak-patriota, ceniący sobie wartości rodzinne dba o harmonię małżeńską. Ona gotuje - on je, ona sprząta - on bałagani, ona prasuje - on gniecie... Troszczy się również o symbolikę, dlatego rodzonej żonie nigdy, powtarzam - NIGDY, NIE PODA BIAŁEJ RÓŻY!


Drabina do nieba

Nienawiść

OGŁOSZENIE PARAFIALNE
Jako autor, a ściślej: ojciec określenia »MĘCZENNICA SMOLEŃSKA«, które bezkarnie - bez zgody ojca-autora - eksploatują moi internetowi (nie)znajomi, najuprzejmiej, jak tylko potrafię, uprzedzam o końcu bezkarności.
Kochani!
Prawa autorskie!
Trzeba bulić!
Każdorazowe użycie nazwy »MĘCZENNICA SMOLEŃSKA« kosztuje. Niedużo... jedyne 1 zł (konto do regulowania zobowiązań podaję w privie). Zebraną kwotę przeznaczymy na zbożny cel. Zakupimy prezesowi drabinkę o (nie)jeden szczebel wyższą. Niech sobie nie myśli, że na smoleńskiej męczennicy nie może wywindować się na jeszcze wyższy poziom nienawiści.
Z góry Bóg zapłać za wpłaty.


Wyrwany z nałogu

Niepijący

Mam na imię Leszek. Jestem anonimowym alkoholikiem. Piję wyłącznie piwo bezalkoholowe. A że tego świństwa nie da się wypić, pod stołem, anonimowo, do każdego kufla wlewam 100 g gorzały.


Sex zbliża

Odlot

Zdążyć przed zejściem... erotyczną fantazję zaliczyć…
- Szyszki. Pełno szyszek. W łóżku, na podłodze, na meblach. Wszędzie szyszki. Mnóstwo szyszek. Ja leżę na niej z szyszką w zębach, ona drze się wniebogłosy, bo leży na szyszkach. Szyszek przybywa, ciągle lecą z drzew. Szyszkowe szaleństwo.


Niezgoda rujnuje

Zero błagań...

Uchodzę za człowieka zgodliwego. Nigdy, nikogo o nic nie proszę i nie poproszę w przyszłości. Leżąc w klinice nie żebrałem o basen ani kaczkę, kiedy kończyła się kroplówka nie domagałem się podłączenia kolejnej. Nie skarżyłem się na zimne posiłki. Nie żaliłem się na chamski personel. Nie błagałem innych pacjentów o ściszenie telewizora.
Żadnych próśb! 

Również w szkole, w kolejce w "Biedronce", na wczasach, w sanatorium, na spacerze czy w kościele/ cerkwi/ synagodze/ meczecie/ sali królestwa Świadków Jehowy, ani nawet - a może przede wszystkim - w małżeńskim łożu.
Jedyne o co proszę zawsze i wszędzie - to »Książka życzeń i zażaleń«.


Matura to bzdura

Matura 2017

Maturzyści mozolili się dzisiaj z językiem polskim. Kazano im się rozprawić z rozprawką „Praca – pasja czy obowiązek?”, należało rozważyć problem i uzasadnić swoje zdanie, odwołując się do twórczości Antoine'a de Saint-Exupéry'ego oraz do wybranych tekstów kultury. Mogli też zinterpretować utwór "Słyszę czas" Kazimierza Wierzyńskiego.
Taki skandal! Kosmopolityczne wierszydełka. Mącenie w głowach młodych Wolaków!
Powyższa tematyka unaocznia, w jakim kryzysie znalazła się edukacja i dlaczego zaistniała potrzeba gruntownej reformy, głębokiego przeorania szkolnictwa, co firmuje nieziemsko uśmiechnięta Anna Zalewska. W zdeformowanej szkole będą już wyłącznie prawomyślne tematy. Na przykład: »Na podstawie autobiografii „Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC” wykaż, że Prezes Tysiąclecia 13 grudnia nie spał do południa«.
Oczywistą oczywistością jest to, że język polski zostanie zastąpiony językiem wolskim. 

Młodzi Wolacy muszom włanczać sie w walke, majom odkrywać prawde fundamentalnom, moszom pojonć, że państwo jest i powinno być jakościom moralnom.


3MAJcie mnie!

Polityczne trąby

Jest coś, co do końca życia zapamiętam z obchodów trzeciomajowych A.D. 2017, będą to dwa białe suzafony wojskowej orkiestry. Podobno jakiś gościu coś tam pokrzykiwał z podwyższenia o jakimś referendum konstytucyjnym, ale moją uwagę przykuły te dwie cudne trąby.


Zima w maju

Majówka 2017

Kochani! To nie to, co myślicie. Nie poddałem się przeszczepowi włosów, nie jest to też peruka z perukarni Marka Suskiego. Chodzi o długi weekend z tajfunami i gradobiciem.



Stracony marsz

Patriotyczne skarpety

Kochani! Wytłumaczę wam, co spowodowało, że nie wziąłem udziału w marszu ONR. Na dwa dni przed podjąłem szeroko zakrojone przygotowania. Dogoliłem na maksa łysinę i wyciągnąłem z pawlacza bojowe sandały. Oczywiście do sandałów zawsze zakładam skarpety, a że były niewyprane po zimie, nie chcąc odstawiać sobie i towarzyszom wiochy, postanowiłem je odświeżyć. Włożyłem parę skarpet do zmywarki i poustawiałem odpowiednie programy. Po godzinie burczenia zmywarka dała znać, że skarpety uprane. Osłupiałem! Wyciągnąłem pokurczone takie coś i do tego w kolorze pedalskim: ni to różowe, ni błękitne. Śnieżnobiała polska biel spłynęła w kanały.

Zmywarkę oddałem do reklamacji!
Już nic nie kupię w niemieckim markecie!

PS. Nigdy nie wyszedłbym na dwór w sandałach bez białych skarpet. Jestem białym Polakiem. Jestem Patriotą.



Jest mi łyso

Komedianci

Martwi mnie przerzedzająca się niebezpiecznie fryzura lokatora Pałacu Namiestnikowskiego. Łysieje chłopisko w tempie zatrważającym! A był taki śliczny i liryczny. Nawet w tym względzie wyszło szydło z worka. Wyobraźcie sobie wszystkie głupie miny łysego facecika brylującego na trzeciorządnych salonach politycznych. Owszem, niziutki i łysy był Louis de Funès, ale jego rola polegała na rozśmieszaniu ludzi. Polacy, doświadczeni boleśnie przez sektę pisowską, zasługują na polityków z jajami, a nie na komiczne marionetki.

PS. Jestem stuprocentowym łysolem i na tej podstawie uzurpuję sobie prawo do snucia impertynencji o cudzych fryzurach.


Miłośniczki sierściaków

Niekochani

Nie sposób pojąć, dlaczego kobiety uwielbiają koty. To zwierzęta nieposłuszne, nie reagują, kiedy je wołasz, chyba, że zwęszą coś smacznego. Koty są niezależne i wałęsają się nocami poza domem, wracają skruszone nad ranem oczekując jedzenia i głaskania. Potem chcą być same, zwijają się w kłębek i twardo zasypiają.
Reasumując: kobiety nienawidzą u mężczyzn wszystkich tych cech, które kochają u kotów.



Sezon grillowy

Krupnioki

Poznałem seksowną wyznawczynię Św. Jehowy. Przeszliśmy etap wzajemnego czarowania wzrokiem, splatania dłoni i wymiany nieśmiałych komplementów. Czuliśmy oboje, że już pojutrze zaczniemy się całować. Wcześniej zorganizowałem grilla i zaprosiłem znajomych. Najlepiej schodziła kaszanka (po śląsku: krupnioki). Zeżarłem ze cztery! Kiedy towarzystwo rozpierzchło się po krzakach, przystąpiłem do akcji: zaczarowałem wzrokiem, splotłem dłonie, wymieniłem parę nieśmiałych komplementów i... zabrałem się za całuski.
Porażka!
Narzeczona zabrawszy torebkę, oburzona, opuściła grillowisko...

Kochani! O co chodzi? Doradźcie!

W którym momencie popełniłem błąd. Zaznaczam, że bylem prawie trzeźwy i zawsze noszę prezerwatywy.


Jakieś koszmary...

Zapisane tuż po przebudzeniu

Przyśniłem przedziwny sen. 

Podczas omawiania końcowego rozdziału dysertacji doktorskiej, prof. dr hab. Jan Marian Spójnik-Wykrzyknikowski - autorytet z zakresu gramatyki opisowej, polecił mi dokonanie analizy, a ściślej: rozbiór słowa »autokanibalizm«.
Zamurowało mnie!
Po złapaniu głębszego wdechu (już na wydechu) wydukałem: "Sołtysowa zajada się pasztetową".
Zapanowało niepokojące, przeciągające się milczenie...
Profesor uśmiechnął się tajemniczo, poklepawszy po ramieniu, ściszonym głosem wycedził: Ładną mamy pogodę, pięknie dziś pan wyglądasz.
Powiało optymizmem...


Odbiło mi, wiem...

Kuriozum w ramach autoterapii

Domowa zupa ogórkowa jest smaczna, zdrowa i zawiera witaminy. Gotuje się ją na kurczaku, albo na wołowym mięsku. Rzecz gustu. Oczywiście ważne są świeże warzywa i dobrze skwaszone ogórki. Pod koniec gotowania do garnka należy wlać sok z ogórków. Tak robiła ukochana babcia Czesława

Nie lubię Kaczyńskiego Jarosława! 

Wczoraj zaspałem i spoźniłem się do pracy. Pewnie nie dostanę premii i pożegnam z awansem. Mówi się trudno. Nie będę się do nikogo łasił ani o łaskę prosił. Tym bardziej, że korporacyjna szefowa nie jest wobec mnie łaskawa

Nie lubię Kaczyńskiego Jarosława! 

Najlepszy kolega z gimnazjum jest bajecznie bogaty. Parę razy zapraszał na grilla w towarzystwie gwiazd, osób równie jak i on sławnych, które znane są z tego, że chętnie fotografują się na ściankach. Zaproszenia odrzucam, bowiem nie interesuje mnie tania sława.  

Nie lubię Kaczyńskiego Jarosława!

Mam powracający sen. Nie chcą mnie zwolnić z armii mimo że nie szykuje się atomowa wojna. Wszyscy się kochają i pielęgnują światowy pokój. A ja w kamaszach! Kapral od świtu formuje drużynę w szyk marszowy i ryczy: Prawa! Prawa! Prawa!

Nie lubię Kaczyńskiego Jarosława!

Niektórzy rozpoczynają dzień od odpalenia Facebooka i przejrzenia wydarzeń wyświetlanych na swojej osi czasu. Ta i owa, ten i ów odpowie na facebookowe zapytanie „o czym teraz myślisz“. Jestem odmieńcem. Rano kocham szelest tradycyjnej prasy. Doznaję ekstazy, gdy obok pachnie świeżo zaparzona kawa

Nie lubię Kaczyńskiego Jarosława!


PS. Do czasu, kiedy nie wyjdziemy z Òrbanowego wirażu nazwiska pisowców będą zapisywane „po węgiersku“. Najpierw nazwisko, a potem imię.  


Leszek Juliusz Tomczuk


Facebookowy lans


O podkuwaniu żaby

Facebook - ekshibicjonistyczne targowisko próżności - uczy, śmieszy i przeraża. Wstydu nie narobimy, kiedy popisujemy się tam bez zadęcia i z przymróżeniem oka. Fb umożliwia „skrzykiwanie się“ ludzi do wspólnych działań oraz inicjatyw. Jego potencjał jest ogromny, kruszy bowiem najtwardsze fundamenty. Trudno się dziwić, że władza, zwłaszcza ta zabetonowana, do Facebooka podchodzi jak pies do jeża. Najśmieszniejszymi użytkownikami są wykrawaceni, smutni panowie czyli politycy. Szczególnie ci, którym się wydaje, że fundują ludziom szczęście. 

Jeśli ktoś za Facebookiem nie przepada może „poćwierkać" na Twitterze. Mamy w Polsce bardzo ważnego polityka, który zarywa noce na konwersacje z młodymi fankami o odjechanych nickach: Ruchadło Leśne, Karolina Wazelina, a także Pimpuś Sadełko i Foczka.

Dygnitarze na prowincji z reguły są sztywni i brakuje im luzu. Facebookowy wall zapełniają napuszonymi newsami o politycznej aktywności, chwalą się orderami, cytują przemówienia i zamieszczają fotorelacje z partyjnych nasiadówek. Nudy na pudy. 

Porządny profil to oczywiście udane fotografie: twarz właściciela i wymowne zdjęcie w tle. O wyborze obrazków przesądza polot i indywidualny gust. 


Oto przykład.


Kogo tam widzimy? Brzeskiego starostę z innymi samorządowcami, jak wygrzewa się w blasku gwiazdora z wysokiego firmamentu. Ustawił się po jego prawicy, a więc w miejscu, gdzie lokuje polityczne poglądy. 

Szkoda, że nie wybrał obrazka poniższego.



Przed portretem Marszałka pozują koalicjanci reprezentujący lokalne PiS i PSL. Prawicowy do szpiku właściciel profilu nie miał problemu z ustawieniem się w jednym szeregu z politykiem wywodzącym się z partii, którą Jarosław Kaczyński kiedyś nazwał »konsekwentnie prorosyjską«, a więc niegodną by rządzić Polską. 

Tak udekorowany profil ukazywałby styl właściciela, który za młodu słynął z wyluzowania, co procentuje do dziś. Po każdych wyborach, z łatwością godną lepszej sprawy, wchodzi w alianse z partiami o różnych odcieniach, nie brzydzi się czerwonymi ani pozostałymi lewakami. W przypadku zdeklarowanego pisowca rzecz nie do przecenienia. 

Każdy, kto popatrzy na profilowe zdjęcie, może czuć się skołowany. Nasuwa się bowiem ludowe porzekadło: Konia kują, żaba nogę podstawia. Ten i ów w duchu pomyśli, że ktoś tu - licząc na tanią sławę - sporo ryzykuje, pozuje przecież do fotki z człowiekiem, który lekceważy Konstytucję RP i bezwolnie podpisuje podsuwane mu gnioty prawne. 


Leszek Juliusz Tomczuk


Dialogi kuriozalne


Cuda świata

- Kiedy zacznie pan żyć? - zapytała przez miedzę. 
- Nie rozumiem, przecież żyję… - odburknąłem.
- Pytam: po co pan jeździ po świecie? - nie ustępowała.
- Z ciekawości, chcę poznać cuda świata.
- W telewizorze widziałam wszystkie i nikt do mnie nie strzelał! - wypaliła z grubej rury. - I co, dotarł pan do tych cudów? - dobiła.
- Wiele jeszcze przede mną… - odparłem poirytowany.
- A co tam w świecie takiego, że jeszcze tego w telewizji nie pokazali?
- Y…y… yyy…
- No co tam jest?! - nie ustępowała.
- Hmm... na tak postawione pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Wiem czego w świecie nie ma - dodałem, rozbudzając ciekawość interlokutorki.
- No co???

- Nie ma tego posrańca kaczora. To wystarczający pretekst do wyrwania się z Polski!


Jak w bajce...


Ludzkim głosem

W wigilijny wieczór nawet zwierzęta przemówią ludzkim głosem. Dlatego i ja głos wydaję. Natomiast konserwatywny rząd z Beatą Szydło przemówił wirtualnie, sięgnął po multimedia i nagrał „teledysk“ z życzeniami, spot wyjątkowo ludzki - należy dodać.



Macierewicz, Ziobro i Błaszczak ćwiczą się w wieszaniu, eksperymentując - póki co - z bombkami i łańcuchami. Gowin - zdrajca wszystkich partii w których działał - zerka spode łba i uśmiecha się z tajemniczym błyskiem w oku. Na moje oko szykuje niespodziankę i może to nie być choinkowa bombka a bomba, która wybuchnie nazajutrz po wyniesieniu z chałupy świątecznego drzewka.

Zaprawiona w Radio Maryja w lizusowskich laudacjach Kempa podśpiewuje z dziećmi kolędy. Śpiew jej można znieść, używa bowiem nieswoich swoich słów i słuchaczy nie terroryzuje słowotokiem nie do zatrzymania. Wydaje się być całkiem urocza, a nawet - jakoś tak po ludzku - ludzka. W ogóle nie przypomina «dzielnej komsomołki», jaką w niej dostrzegł Stanisław Tym.

Wystawiona na posterunek premiera rządu Szydło kontroluje załogę z pilnością dyżurnej uczennicy, realizującej polecenia skrywającego się w cieniu mentora. Jest uroczysta, bez charakterystycznego dla niej smuteczku, który lada moment może przejść w płacz, lament za niedanie rządowi 100 dni spokoju. W skupieniu zerka w notesik z zapiskami. Co to za notatki? - trzeba zapytać. Wiadomo, to dyrektywy prezesa. Widok jakby znajomy, wzorzec zgapiony w bardzo dalekiej krainie.



W kraju Kim Dzong Una notesy są koniecznością żeby w ogóle ocalić życie, żadna idea wodza nie może umknąć, każdą myśl należy zanotować. Z taką metodą eksperymentuje rząd z Beatą Szydło, „biało-czerwona drużyna” walcząca o polityczne przetrwanie.

Tymczasem w Brzegu...

Lokalni notable również poszli w multimedia. No cóż, daleko im do rozmachu, jaki zobaczyliśmy w Warszawie. Pokazuję clip burmistrza, całkowicie apolityczny i cechujący się prostotą i - chcę wierzyć - szczerością przekazu. Burmistrz śle "znak pokoju".



Burmistrz Brzegu rządzi od roku i działa raczej rozważnie. Idealny nie jest, nie narobił jednak takiej kaszany, jak warszawskie mądrale. Bo to przecież fenomen, żeby w dwa miesiące zmobilizować przeciwko sobie rzeszę Polaków, którzy z przestrachem wylegli na ulice miast. W naszym przypadku nic podobnego się nie szykuje, a jeśli chodzi o ulice Brzegu, wreszcie pięknieją. Dzieje się coś, czego nie szło zrealizować przez ostatnich 12 lat, w toku trzech kadencji straconych na awantury i kaszanę właśnie.

Swój clip, ba - cały film! - nagrało rownież starostwo. Znalazłem rzecz na zaprzyjaźnionej witrynie.



Niestety, starosta od jakiegoś czasu bojkotuje portal, który prowadzę i życzeń nam nie przysłał. Czytelnikom BRZEG.COM.PL należą się pozdrowienia, a może nawet przeprosiny. Portal pomógł staroście zdobywać głosy podczas ostatniej kampanii wyborczej, publikował za darmo banery reklamowe i nie doczekał słowa podzięki. Mało tego, podjęto próbę zastraszenia za pośrednictwem niedouczonych prawników.

Publikowanie w mediach życzeń obarczone jest ryzykiem. Ktoś może nasz clip przenicować na swoją modłę. Oto "świąteczna bajka od rządu PiS" w interpretacji «Baj-Kału».



Która wersja jest lżejsza do strawienia w czas świątecznego obżarstwa, rozsądzą Czytelnicy. Kończąc przytoczę maksymę laureata Nagrody Nobla, amerykańskiego polityka Henry Kissingera.

Polityk, który idzie na wojnę z mediami, ma prawo napisać na swej wizytówce jedno słowo: idiota.


Leszek Juliusz Tomczuk



Ikea czeka na kadry

Quiz


Red. Ryszard Rudnik (NTO) ogłosił mały quiz, postanowiliśmy pogłówkować, i co? Znaleźliśmy rozwiązanie. Trudno nie było.



Zatrudnianie systemem krzyżowym - pisze Pan Redaktor - polega na tym, że decydent z jednej gminy nie załatwia roboty bliskim u siebie, tylko u zaprzyjaźnionego decydenta gminy sąsiedniej. Rzecz jasna decydent z sąsiedztwa może liczyć na rewanż, a obaj – na to, że nikt nie zarzuci im nepotyzmu. Często takie zatrudnianie swoich wymaga wykreowania całkiem nowych stanowisk, no przecież nie szeregowych, ale odpowiednio prominentnych, na przykład zastępcy, którego dotąd nigdy nie było. Ta metoda jest najlepsza, gdyż najmniej konflik­togenna. Nie trzeba nikogo zwalniać, a wiadomo, że taki posunięty może się mścić i poleci do mediów. Inną zaletą kreacji stanowisk jest również to, że nikt o zdrowych zmysłach w gminie nie będzie się o nie starał z tzw. ulicy. Bo jak skręca się specjalnie nowy fotel, to wiadomo, że pod zamówienie. Czyli mamy i miejsce, i zero konkurencji. Nawet kombinować z komisją konkursową nie trzeba. Oczywiście obaj znajomi decydenci, wnioskodawca w imieniu i realizator w cieniu, o niczym nie wiedzą, nie mieli pojęcia, nie interesowali się oraz pierwsze słyszą. 
A teraz, Drodzy Czytelnicy, mały quiz: Który dzisiejszy tekst w nto najbardziej Wam pasuje do tego szablonu?



Materiał pomocny do rozwiązywania małego quizu: 

http://www.nto.pl/wiadomosci/brzeg/art/8995651,jak...


Więcej w felietonie: BARBARZYŃCY

Leszek Juliusz Tomczuk


W pułapce: kopiuj/wklej


Niechlujstwo


W nasze kosmate łapska wpadło coś kuriozalnego. Kuriozum - trudne słowo - i żeby ktoś nie polazł do prokuratury z donosem o szarganiu honoru, zapodaję jego synonimy rozpoczynające się od literki «d», jak tylnia część urzędniczego organizmu: dziw, dziwadło, dziwo, dziwoląg.

Oto fotografia owego cudactwa, jeszcze ciepłe dzieło wyprodukowane przez powiat - umowa najmu G. 684.2.66.2015 z dnia 2 września 2015 r. Nieważne z kim starostwo się umawia, ważne jak niechlujnie.



Papier podpisany przez najważniejszych urzędników, solidnie opieczętowany, z pozoru modelowy dokument, a w szczegółach: gniot sprokurowany w seledynowej kwaterze sojuszu PiS-PSL. Znaczniki wskazują coś, co merytoryczność poważnego urzędu wywraca do góry kołami.

Powiatowy radny Ryszard Jończyk od ostatnich wyborów nie jest już wicestarostą, ale w inkryminowanym „dokumencie” wciąż w tej roli figuruje. W imieniu radnego opieczętował się i postawił parafkę peeselowski sojusznik pisowskiego starosty - wicestarosta Jan Golonka!

Strach się bać jeśli tacy sojusznicy przejmą jesienią stery państwa, niektórzy przecież liczą na synekury w województwie. Jeżeli w Opolu będą sadzić takie kwiatki - życie przestanie być piękne.

Metoda copy/paste, czyli kopiuj/wklej, to wygoda, ale zarazem zasadzka na urzędników, zwłaszcza leniwych, i w tym przypadku pewnie z niej skorzystano. Czy stało się coś złego? Owszem, umowa musi być spisana na nowo. Z pewnością rzecz była konsultowana przez prawników. Tym większy wstyd.

Kancelaria prawna obsługująca brzeskie starostwo podobnych kleksów nachlapała już mnóstwo. W korespondencji zastraszająco-nękającej, jaką zarzucono portal BRZEG.COM.PL, znaleźliśmy parę kilo dowodów. Poniżej pokazujemy jeden z nich. Jest to żądanie publikacji sprostowania na łamach... Naszego Powiatu Namysłowskiego.

Nie sposób rozgryźć, dlaczego akurat tam, skoro na naszej witrynie nikt nigdy nie zajmował się Namysłowem. Wiemy tylko tyle, że to urokliwe miasteczko, gdzie w tamtejszym browarze warzą niezłe piwo. Czyżby i w tym przypadku zadziałało niechlujstwo wywodzące się z nadużywania metody kopiuj/wklej?



Demony przeszłości


Było, minęło i wraca


Prezentujemy «Regulamin Internatu» - placówki działającej w głębokim PRL-u przy jednej z podbrzeskich szkół. Mamy do czynienia z dokumentem zapisanym odręcznie, podpisanym przez samego twórcę, typowego reprezentanta tamtej epoki.

Zapomniane papierzysko przeleżało w szufladzie kilkadziesiąt lat, dzisiaj ożywa w imię dziejowej lustracji. Niektóre zapisy są szokujące, by nie powiedzieć straszne.

Gdyby jakaś placówka, w której czasowo zamieszkują ludzie, np. akademik, bursa, szpital czy nawet więzienie, wydała dzisiaj podobne regulacje wybuchałby niewyobrażalna afera. Można sobie wyobrazić tyrady rożnych obrońców kotów, psów i człowieka, tokujących godzinami w TVN24, protesty rzecznika praw obywatelskich, apele o opamiętanie płynące z Komitetu Helsińskiego i przestrogi brukselskich regulatorów, którym przeszkadza wszystko, choćby krzywizna banana.

Po co po latach wywlekać omszałe gó*no? Ku przestrodze. Do władzy bowiem rwą się typy, którym roją się pomysły równie restrykcyjne. Wszystko w imię szczęścia szarego, pobożnego obywatela.

Do gustu przypadły nam zapisy zawarte w punktach: 14 i 22, ale największym hiciorem jest numer dwudziesty, mówiący o „życzeniach czy zażaleniach”!

W regulaminie współczesnym zapewne pojawi się regulacja najważniejsza, której w PRL-u zabrakło ze względów ideologicznych. Nawiedzeni regulatorzy zmuszą uczniów do klepania pacierza przed snem i zaraz po przebudzeniu oraz trzymania rączek na kołdrze. Amen.



Kabaret Strasznych Panów


Bo wszystkie dzieci...


Odjechany SPOT Brzeskiej Inicjatywy Samorządowej 2014 w serwisie YouTube.

To nie cyrk, to coś więcej! Wszystko działo się nie tak dawno i całkiem na serio. Nas powala główne przesłanie spotu: umiłowanie milusińskich i chęć niesienia im opieki. Występująca w agitce leniwa władza (nieźli aktorzy), zamiast o wszystko zadbać, do dziś włóczy się po sądach i uprawia pieniactwo.

Hitem są pompki pana od skłonów, przysiadów i pompek, który po blamażu BIS-u skłonił się przed kim należało, przysiadł na zydlu przewodniczącego rady powiatu i pompuje samorządową dietę.

Hit z plusem dodatnim to: KOCHAM WŁOCHY.