Złośliwego sama złość dobije

przysłowie 


Adam Mickiewicz dawno temu napisał »Aby kraj mógł żyć, trzeba, aby żyły prawa«. Polskę uśmierca polityczna sekta, której guru na ostatnim kongresie powiedział prawdziwą prawdę: "Nasze rządy będą przeciwieństwem rządów prawa". Akolici natychmiast tłumaczą szefa z wolskiego na polski, że to przejęzyczenie i nic innego. Kolejna wtopa w zalewie gaf, językowych zapętleń, niezamierzonych bon motów, czyli pisowskiego bełkotu, jakim od paru miesięcy jesteśmy bombardowani.

Autor „Kariery Nikodema Dyzmy“ Tadeusz Dołęga-Mostowicz w książce „Złota maska“ - napisał: Są ludzie skazani na zagładę. Sami w sobie noszą tę zagładę. I żadna pomoc im nie pomoże. Daremne wszelkie tłumaczenia. Koń jaki jest, każdy widzi. Rządzenie wyczerpuje, nie sposób ciągle zwalać winy na poprzedników. Złośliwy Kaczyński i jego PiS nie są wieczni. Przeciwnikom kaczyzmu serce winno pobudzać tytułowe przysłowie.


Fejsbukowy znajomy zarzucił mi, że krytykując Kaczyńskiego za lot policyjnym helikopterem ze Świnoujścia do Krakowa, jestem niesprawiedliwy. Przecież poprzednicy (Miller, Tusk, Kopacz) również rozkoszowali się podniebnymi wojażami. Zgoda, ale Kaczyński to ledwie pojedynczy poseł, prezes jednej z wielu partii. Pozostali liderzy nie mają szans załapania się na pokład latającej maszyny. Dlaczego człowiek brzydzący się luksusem, wszystkimi tymi ośmiorniczkami, jest traktowany niczym angielska królowa? Gdzie deklarowana tyle razy przyzwoitość, gdzie poczucie wstydu? 

Prezes zagrzewa zwolenników do nieustawania w „maszerowaniu do przodu”. Słusznie. Tylko dlaczego marsz odbywa się z głową odwróconą do tyłu? Pisowcy wszystko robią by nabić sobie guza. Codziennie słyszymy, że wraca stare. Wprowadza się peerelowski system edukacji, telewizja odkurza Teleranek, Sondę, Pegaza, a Wiadomości już się stały nachalną szczekaczką, uprawiającą propagandę sukcesu w stylu prezesa Szczepańskiego, skompromitowanego szefa telewizji epoki PRL. 

Wielu obserwatorów twierdzi, że Kaczyński coraz bardziej przypomina Gomułkę. Za czasów siermiężnego sekretarza podróżowało się furmankami, a skoro Polską rządzi jego klon - pytam: dlaczego wdrapuje się na pokład helikoptera? Zamiast obiecywanych przez Morawieckiego elektrycznych aut, oczekuję powrotu furmanek dla suwerena i ewentualnie bryczek do wożenia elit: purpuratów oraz prezesów wszelkiej maści.

Na ostatnim kongresie prezes powiedział: "Decyzji personalnych jest obecnie w Polsce bardzo dużo, ale nie za dużo, za mało.”. Taka gadka celnie wpisuje się w powiedzenie: Gadu, gadu, stary dziadu! Pokrętna niczym kichy baranie.

Prof. Jadwiga Staniszkis w rozmowie z Magdą Jethon o Kaczyńskim: On używa ludzi, /.../ bo wysoko wynosi lojalne miernoty, które go otaczają.


Uciekając od załganej propagandy serwowanej przez TVPiS włączam radiowy Program III. Tam od jakiegoś czasu „dobrą zmianę” robią piewcy geniuszu nadprezesa: Piotr i Paweł czyli Semka z Lisickim. Zaprzęgnięci do Trójki pasują do niej, niczym woły do karety. Kiedy dowiedziałem się że wkrótce własną biografię zacznie czytać Bronisław Wildstein - opadły mi górne i dolne kończyny i zazgrzytała szczęka. A to dopiero literat! Trójka zawsze dbała o słuchaczy przybliżając im najwybitniejszych twórców. Szykuje się literacka groteska. Nudy na pudy w grafomańskim sosie. Wildstein zmusił mnie do ostatecznego pożegnania się z Andrusem, Niedźwieckim i Mannem. Wiele na to wskazuje, że ich czas na antenie się kończy, w końcu zostaną zluzowani przez gigantów pisoprawicy, takich jak Pietrzak, Wolski i nijaki Makowski. 

Zostawiam Trujkę (pisownia obowiązująca) i przestawiam na Program II, gdzie dominuje Chopin, Beethoven, Debussy i inni klasycy. Nuty muzycznych geniuszy koją skołataną duszę, ale do czasu. W antraktach jakiś bieda-redaktor dokonuje "przeglądu prasy". Zaczyna się pranie mózgów: Do Rzeczy, W Sieci, Gazeta Polska Codziennie, Nasz Dziennik, ufff...

O pozostałych czasopismach opiniotwórczych oczywiście zapomniano.


Przechodzę na ciszę w eterze. 



Leszek Juliusz Tomczuk