Wszystkie Beaty PiS-u

Weteran disco polo - Janusz Laskowski, komponując w latach 60. Beatę z Albatrosa, wypuścił dżina z butelki. Za jego wstawiennictwem namnożyło się dziewczynek o tym, podówczas topowym, imieniu. Właśnie „te” Beaty trzęsą dzisiaj Polską. 

Bynajmniej nie przesadzam: Szydło (1963) - obrażająca b. prezydentów określeniem "ci panowie"; Kempa (1966) - wciskająca ciemnotę, że jest prawniczką, reklamująca się skromnie, jako "legalistka sensu stricto"; właścicielka wyjątkowo tępego wyrazu twarzy, niejaka Mazurek (1967) - nazywająca Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego "zespołem kolesi". 

Pisowskie damy dają radę, rady by nie dały, gdyby nie były stuprocentowymi chamkami. Beaty robią »dobrą zmianę«, która przepoczwarza się w „dojną”. Kierunek nakreślił w Otwocku podłokietnik prezesa, strażnik milczenia rodzonej małżonki, przypominający treść modlitwy: 

 

dojna.jpg

Nie trzeba dodawać, że każda z Beat, w ramach zamiatania po poprzednikach, poustawiała pociotków i znajomych królika na intratnych stołkach w powiatach, województwach, w stolicy oraz w rodzinnych wiochach. 

Co Beaty łączy? Discopolowy gust: broszki, zaniedbane fryzury, kostiumy okropnego kroju, a przede wszystkim bezguście i modowa tandeta. Chiński bazar tryumfuje! Nie zdziwmy się, kiedy pewnego dnia wszystkie trzy ubogacą garnitury zębowe o złote jedynki. 

Złoty uśmiech to obowiązująca moda na wschodzie. Ideowy azymut obrany przez pisowską władzę.


p1040524.jpg


Nie chcę nikogo odzierać z przyjemności kochania disco polo. To zaangażowana sztuka, zwłaszcza kiedy balety odbywają się w remizie. Zaczyna być strasznie, kiedy takie babsztyle odstawiają disco pol... itykę. 



Postscriptum

Wszystkie inne Beaty tego świata przepraszam za wykorzystanie ich pięknego imienia. 


Leszek Juliusz Tomczuk