Władza się wozi

Wsłuchując się w przemowy p.o. premiera i rezydenta Pałacu Namiestnikowskiego a także pisowskich fajansiarzy, typu tow. Pietrzak Jan, którzy podczas rocznicowych uroczystości tumanią naród, powoli zaczyna do mnie docierać, że głównodowodzącym na warszawskich barykadach był śp. brat prezesa. Za śmielsze z kolei akcje zaczepne, heroiczne szaleństwo polegające na obrzucaniu „tygrysów” koktajlami Mołotowa i ostrzeliwaniu z Vis-ów, winniśmy być wdzięczni różnym Patrykom, zwłaszcza temu, który właśnie toczy bój o stolec prezydenta Warszawy.  

Przy okazji 1 sierpnia można było się dowiedzieć, że dobiegający setki Powstańcy będą za free wozić się taborem miejskim, a pozostałe pospólstwo skorzysta z darmowego transportu pieszego. Wystarczy postawić na właściwego konia.

***

Nieco wcześniej o całkiem innym transporcie rozpisały się kolorowe gazety. Tabloidy przyssały się do Szydło za podrzucenie rządową limuzyną mamusi na badania do Wojskowego Instytutu Medycznego. Jak podaje "Fakt", matka byłej premier trafiła do szpitala w kolumnie Służby Ochrony Państwa. Przetrzebiony kadrowo BOR, a obecnie narodowa SOP, szybko suwerenowi rozjaśniła, że wicepremierowa (będąca jednocześnie panią minister od niczego) na pokład pancernej bryki może zabierać kogo tylko chce i kiedy chce, a funkcjonariuszom nic do tego. Mniejszy byłby raban, gdyby to się odbyło przy okazji, niejako po drodze.

Wzięcie „przy okazji” tzw. łebka to w sumie dobry uczynek i mimo złamania procedur można liczyć na rozgrzeszenie.

Taka sytuacja.

Pani pachnąca rosołem wraca z jakiejś fety u ojca Tadeusza i „po drodze”, gdzieś na wysokości Włocławka, natrafia na wracającego piechotą z Torunia bezdomnego, który po podarowaniu wielebnemu dwóch luksusowych samochodów, kieruje się pod swój most, by tam zakończyć żywot.



Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.