Szafa+

To nie prima aprilis!

W pisie powstał tajny plan poprawy wizerunku i umocnienia pozycji lidera w rankingach społecznego zaufania, a docelowo - procentowego wywindowania, jakie notuje się na Białorusi, w Rosji lub - co byłoby ideałem - w politycznym raju Kim Dzong Una. Na razie postanowiono nie spuszczać w kanał bezczelnych sondażowni: CBOS-ów srosów oraz IBRIS-ów srisów, które zatruwają umysły Polaków i zbaczają ich preferencje wyborcze.

W swojej prostocie plan jest genialnie genialny. Pomysł oparto na doświadczeniach zdobytych podczas dwóch zwycięskich kampanii. Wyciągnięty z kapelusza kandydat na prezydenta, nikomu nieznany miłośnik sportów zimowych, przy każdej sposobności podkreślał, że będzie harował na rzecz wszystkich Polaków i ani słowem nie wspomniał, że jego lewa dłoń będzie drętwieć od seryjnego podpisywania wszystkiego, co mu do podpisania się podsunie. Zaklęcia pomogły, bo uważany za pewniaka konkurent, który miał przegrać jedynie w sytuacji przejechania ciężarnej na przejściu dla pieszych, poległ i musiał się potem tłumaczyć z zaboru pałacowego żyrandola, obrazu "Gęsiarka" i japońskiej miniwieży stereo.
Podobnie było w kolejnej kampanii, kiedy wyciągnięta z rękawa na urząd premiera, dziesięciorzędna burmistrzyni miasteczka o nazwie trudnej do wymowy i jeszcze trudniejszej w pisowni, została "gospodyniom" Kraju Płaczącej Wierzby. Wystarczyło, że podczas autobusowych peregrynacji po kraju płaczliwym głosem zapewniała o pochyleniu się nad zwykłymi rodzinami i każdym, bez wyjątku, dzieckiem. Majstersztykiem było zaś oficjalne zaprezentowanie niekontrowersyjnego kandydata na szefa MON. Dobrze wyglądającego, ułożonego werbalnie, uczesanego, tytularnego doktora.
Wszystkie wymienione zabiegi sprawdziły się doskonale.
I tak oto dochodzimy do zapowiedzianego w pierwszym akapicie planu.

Wraca szafa!

Nie jakaś tam dwuosobowa szafka w której na czas wyborów skryli się pan prezes i obecny minister wojny. Będzie to ogromny mebel do schowania twarzy opatrzonych, ciągle walczących na frontach dobrej zmiany. Postanowiono skończyć z lżeniem, dzieleniem na sorty gorsze i lepsze oraz wskazywaniu zdrajców i donosicieli.
Pora na krainę łagodności.
Na front propagandowy wrzuci się siły dziewicze i nieskażone rządzeniem. Tylko skąd je wziąć? Toż to prościzna! Już się kształcą na elitarnych fakultetach toruńskiego Radyja. Nowe twarze wolne od łupieżu i włosów w nosach, intelektualne elity, które zamordują Polaków grzecznością. Ę, ą, bułkę przez bibułkę i nawet gęś będzie nazywana po pańsku: gąś.

Do szafy trafią frontowcy dla których armia stolarzy już konstruuje wielgachny mebel. Przepastne szafisko zdolne pomieścić wszystkich, których mus pochować. Budulca nie zabraknie. Zadbał o to właściciel bezcennej stodoły, tępiciel kornika drukarza i miłośnik polowań na bażanty, (ob)leśny minister.
Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.