Smalec

czyli pora zmienić okulistę


Pamięci Marii Czubaszek


Stoję sobie w popularnym dyskoncie w kolejce do kasy i popadam w zadziwienie. Nazwy sklepu reklamować nie będę (przyjmijmy, że to Biednabronka), no więc stoję, a ściślej: przesuwam wraz z taśmą i próbuję zamordować nudę. Nasycam oczy nieprzebranym asortymentem gum, w tym tymi do żucia, i podziwiam wodzących na pokuszenie handlowców za ich kunszt, którzy robią co mogą by klient odruchowo dorzucił coś do koszyka. Powstrzymując chciwość zawieszam wzrok na tytułach kolorowych czasopism. Ubogacam intelektualnie duszę i prawie się duszę. 

Jeden z tytułów, na tle telewizyjnej twarzy, krzyczy wielkimi bukwami: TEN SMALEC SKRADŁ MI SERCE!

Płacę, nerwowo pakuję sprawunki i drepczę niespiesznie do domu (jak to dobrze, że Biednabronka jest tak blisko), ale o smalcu myśleć nie przestaję. Może zawrócić w regały - łamię się -  i tego smalcu poszukać? Nie! To przecież cholesterolowa bomba. A może prasowy tytuł zapowiada - kombinuję - romantyczną story? 

Okładkowa dama, która zamiast parówkami zajadała się smalcem, zatraciła się w konsumpcji i w konsekwencji smalec skradł jej serce. Musiała przejść transplantację i teraz opowiada w tabloidzie o darowanym życiu z przeszczepionym sercem. Może dostała serce osła i już nie potrafi zakochać się w kimś normalnym? Wewnętrzna siła zaciągnęła biedaczkę do politycznego chlewika, by resztę życia spędzić w towarzystwie przystojnego polityka. Serce osła skradło serce posła! Może o tym jest ten artykuł?

Nie byłoby zagwozdki, gdybym nie pożałował paru złotych na gazetę. W kolorowych pismach sensacyjnych newsów zatrzęsienie. Być może czegoś nie doczytałem i - zdając się na kudłatą wyobraźnię - wszystko pokręciłem...

Po co wypisuję takie głupoty? Wszystko przez serce, które szepce, że w niepewnych czasach lepiej zajmować się - polecę klasykiem - bzdurnymi bzdurami. Pisząc o politykach można skończyć w kryminale. Wiem co piszę. Lokalni politycy zawlekli mnie do trybunału i od paru lat wygrzewam sądowe ławy. Na razie wszystko wygrywam, ale jak będzie dalej, wie tylko pan Zbyszek, oberprokurator, który właśnie zabiera się za „reformę“ sądownictwa. Czym to się skończy?

W telewizorze Kazimierz Marcinkiewicz, wspierany Ryszardem Kaliszem, wieszczy, że wkrótce nastąpią aresztowania i procesy pokazowe. Kto jak kto, ale były premier twórców „dobrej zmiany“ poznał na wylot, wszak w przeszłości był członkiem bandy. Sądy zawalono głupimi, choćby takimi jak moje, sprawami i dlatego przydadzą się pobudowane przez Donalda Tuska stadiony. Tam, przy udziale publiki, tzw. Trybunały Ludowe będą piętnować zdrajców, zaprzańców, donosicieli oraz pozostałych komunistów i złodziei.

Jeżeli aresztowania, to i więźniowie, i coś im się przyda. Właśnie smalec! Bo w pierdlu parówek nie uświadczysz, tylko domber, czaj i czarną kawę i z rzadka coś do zajarania, dlatego smalec króluje. 

Oczyma wyobraźni widzę siebie w pasiakach w ponurej celi, upasionego na smalcu, tworzącego dzieło życia. Piszę nigdy nie rozpoczętą powieść, która podbije serca czytelników. Idę (siedząc) tropami Karla Maya, który za kratami rozwinął talent literacki. Nigdy nie był na Dzikim Zachodzie, a jakżeż obrazowo opisał życie Indian. Gdyby nie May nie poznalibyśmy - strach pomyśleć - dzielnego Winnetou z plemienia Apaczów i pięknej Metyski Apanaczi. 


Póki co cieszę się wolnością i znowu szoruję do Biednejbronki. Powtarza się sytuacja z pierwszego akapitu z małą, aczkolwiek istotną różnicą. Wytężam wzrok i... nie wierzę! Doczytuję tytuł z tabloidu: TEN MALEC SKRADŁ MI SERCE, a słowa wypowiada kobiecina o nienachalnej urodzie, przypominająca posłankę PiS Beatę Mazurek - damę od kolesi. 

Hmm... Czyżby to była opowieść o wielkim prezesie, który z uwagi na nikczemny wzrost musi wdrapywać się na drabinkę?

 

Leszek Juliusz Tomczuk


I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.