Prezes w kabarecie

Współczesne kabarety bawią mnie mało. Nie tarzam ze śmiechu, kiedy na scenę wypełzają wystrojeni w powyciągane swetry dowcipni inaczej prześmiewcy, którzy pod nosem coś seplenią, jakieś - w ich mniemaniu śmieszne - dowcipy.

kabaret_polityczny.jpg

Nie rajcują mnie chłopy przebrane za baby i odwrotnie. Kiedyś tolerowałem Kabaret Moralnego Niepokoju, ale bez Katarzyny Pakosińskiej przestało być dowcipnie. Dosłownie i organicznie. Chłopy z KMN potraciły jaja i przeistoczyły się w kabaretowe (dow)cipy.
Osobiście boleję, że po opuszczeniu kabaretu artystka Pakosińska ostro odjechała. Zabrała się mianowicie za pisarstwo. Zdołowała mnie plagiatem: pisząc „Georgialiki“ o swojej ukochanej Gruzji (Kaukaz poznałem i również pokochałem) zerżnęła z bloga „Oblicza Gruzji“ całe akapity. Teraz tłumaczy się nieśmiesznie: emocjami i... sercem. Pani Kasia zarażająco się śmieje, ale tak się porobiło, że już mnie śmiechem nie zaraża.

Lepszy kabaret mamy na scenie politycznej. Role, jakie prezes i aktorzy z płonącego teatru odgrywają, wywołują w kabaretowej rodzince popłoch. Kabareciarze z całych sił starają się nas zabawić, politycy zaś chcą Polaków zbawić. Niby podobnie brzmi, ale jednym i drugim chodzi o coś innego. Polityków wspierają artyści spleśniali, gwiazdorzy kabaretów doby PRL, a dziś pieszczochy władzy: Jan Pietrzak, Marcin Wolski oraz Siara-Siarzewski, czyli aktor małorolny - Janusz Rewiński.

Magdalena Środa - kobieta rozumna i na (po)życie w każdej konfiguracji otwarta - napisała o koleżance profesorce: "Parlament dzięki mediom stał się miejscem widowiskowym i teatralnym, a pani Pawłowicz czyni za dość wymaganiom teatru. To niektórych jakoś strasznie bawi. Ktoś słusznie zauważył, że parlament w 70 proc. składa się z osób, które ciężko pracują w różnych komisjach i są mało widoczne, ale i tak media interesuje wyłącznie strona kabaretowa. Dlatego Pawłowicz wyrasta na gwiazdę”.

Ażeby nie wyjsć na skończonego pajaca (model: Wojciech Sumliński i jego skompromitowane „Niebezpieczne związki“), wystrzegam się plagiatów, nawet w felietonach, gdzie można poswawolić i pobawić językiem ezopowym. Z góry komunikuję: to co poniżej, nie pochodzi z felietonowego rozumu. Cytuję anonimowego autora, „świadka“ tamtej daty, to wpis znaleziony na którymś z forów internetowych.

W podstawówce zachowywał się tak: przechodząc koło kolegi, którego nie lubił kopał go ukradkiem boleśnie w kostkę. Gdy ten odwalał mu z lewego natychmiast wybuchał płaczem i darł się wniebogłosy, że go biją. Kolega miał przerąbane i zostawał przykładnie ukarany, ten zaś był czysty i triumfował. Taki stan charakteru pięknie wysublimował już od pieluszki. Dzisiaj jest już stary i jego polityka polega na prowokowaniu, obrażaniu, lżeniu, a jak ktoś nie wytrzyma i mu powie, co o nim myśli, od razu zostaje wyzwany jeszcze większymi inwektywami, że agent, złodziej i komunista.

O kim to? Kto chce, łatwo znajdzie odpowiedź.

Wielkim artystą politycznej sceny kabaretowej jest Pan Stefan. Stefan Niesiołowski oczywiście, który wielu ludzi przestał już bawić. Osobiście wciąż go lubię. Oto jego podsumowanie spotkania dziwnych dżentelmenów, którzy ostro zezują w kierunku Kremla.

To było spotkanie dwóch przegranych polityków. W UE nie mają raczej czego szukać, a na ich kłamstwa nikt się w Unii nie nabierze. To było spotkanie dwóch starszych panów. Jeden ma dość arogancki wyraz twarzy, ale nie przebiera ciągle językiem. A drugi się roztył, chodzi o Kaczyńskiego. Wygląda jak kapliczka przydrożna. Szersza u podstawy i zwężająca się ku górze. I przebiera ciągle językiem. Nie wiem, czego on szuka, bo tak to wygląda, jakby mu się proteza odkleiła, jakby ustawicznie chciał ją poprawić. Proszę zwrócić uwagę, on merda tym językiem cały czas. Czasem wysuwa ten język, jak grzechotnik. Ale rzadko.

Jacek Kurski, cyniczny i do bólu elastyczny (bez wazeliny wśliźnie w każdą szparę), właśnie wyprosił rolę telewizyjnego ważniaka. Dzięki wielkoduszności prezesa stał się... prezesem. Zakłamanym prezesem załganej telewizji. Szykuje się propagandowy cyrk, czyli coś lżejszego od kabaretu, łatwiej przyswajalnego przez stadnie głosujących prostaczków. Nowo powołany prezes już się postara żeby »ciemny lud wszystko kupił«.

Nominację Kurskiego skomentował na Facebooku b. wicepremier Roman Giertych, człowiek którego kiedyś nie cierpiałem, potem przyglądałem się mu z zaciekawieniem, by w końcu znaleźć się w gronie fanów pana mecenasa, miłośników lubiących się zdrowo pośmiać z ludzkiej głupoty.

Szanowny Panie Prezesie!

Składając najserdeczniejsze gratulacje uzyskania A) ostatecznego przebaczenia WODZA, B) stanowiska naczelnego propagandzisty IV RP, jednocześnie jako widz i obywatel uprzejmie proszę o rozważenie przypomnienia naszej debaty z 2007 roku. Po tej debacie nieszczęśliwym trafem Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnym orzeczeniem uznał Pana za kłamcę. Ten zarzut ciąży na Pana wizerunku i może prowadzić do nieszczęśliwego skojarzenia, że TVP pod Pana kierownictwem również będzie kłamać, a przecież Wy tylko będziecie mówić całą pisprawdę! (w anegdocie ks. Tichnera dodajemy pisprawdę na końcu, po g... prawdzie). Jedynie puszczenie w najlepszym czasie antenowym naszej skromnej utarczki może oczyścić Pana z zarzutów, bo przecież tłumaczył Pan z trybuny sejmowej, że się pomyliliście! Myślę, że ludzie Panu uwierzą! Ciemny lud wszystko kupi, nawet Pana, prawda?

RG

Całości dopełnia poniższy link. (Internet pomaga pamiętać. YouTube - wielkie dzięki!)

https://www.youtube.com/watchv=9d34dQCN3FY

 smieszni_straszno.jpg
Niezapomniana Liza Minnelli w filmowym musicalu »Cabaret«, nawiązującym do rodzącego się w Republice Weimarskiej faszyzmu, śpiewała.

Życie wszak kabaretem jest
I tylko kabaretem jest,
A ja kocham ten kabaret!

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.