Pokorni z III ligi

Dewiza Beaty Szydło, desygnowanej na urząd premiera IV RP: PRACA I POKORA. Coś pięknego! Kwituję z wykrzyknikiem. No bo, czyż zawołanie «praca i pokora» nie brzmi cudownie?

Podczas pałacowej ceremonii prezydent zapętlił się w pochwałach Jarosława Kaczyńskiego, prawiąc lizusowsko, że to «wizjoner, strateg i wielki człowiek». Zabrzmiało śmiesznie i zarazem strasznie, ale niech będzie, fakt jest faktem, że cała władza trafiła w ręce jednej formacji, a to wyczyn w wolnej Polsce nadzwyczajny. Smutno, że Andrzej Duda nic nie robi, by odrzucić pisowską maskę i pozyskać szacunek Polaków pozapisowskich. 

PiS dzisiaj tryumfuje, wiadomo dlaczego: prezes Kaczyński z wiceprezesem Macierewiczem odpowiednio długo siedzieli w szafach i wychynęli dopiero pod koniec kampanii, kiedy PO leżała już na łopatkach. Spasiona ośmiorniczkami, podsłuchana i po wielokroć nagrana, dokonywała żywota w autodestrukcji. Oto cała strategia i wizjonerstwo „wielkiego - 167 cm od ziemi - człowieka“ . 

Zostawmy szachy krajowe, żyjemy przecież tutaj: w Małej Ojczyźnie, gdzie «praca i pokora» zrobiły oszałamiającą karierę, a ja - na tę całą pokorę - dałem się nabrać, jak ten ostatni głupek. Ogłupił mnie Maciej Armin Stefański, który po niezbyt udanym burmistrzowaniu wylądował na samorządowym bruku i przez całą kadencję biegał w dresach i z gwizdkiem u szyi. Nie załamał się jednak. Po czteroletnim poście postawił na jedną kartę. Opłaciło się! Już trzecią kadencję wygrzewa leniwy fotel starosty, pełni  nikomu niepotrzebną funkcję, wyłącznie reprezentacyjną i w zasadzie bezdecyzyjną, ale świetnie wynagradzaną. Bo każdy starosta w Polsce gra znaczonym pieniądzem. 

Nasz lokalny frontman bywa artystą, który spragnioną rozrywki gawiedź rozwesela śpiewem i tańcem - PRZECZYTAJ 

Heroicznie zdeterminowany stał się przykładem odrodzenia, swojskim «Feniksem z popiołów». Wydźwignął się z ruin, zmartwychwstał.  

Parokrotnie brzeskiemu Feniksowi gratulowałem, dopytując: jakim sposobem się ogarnął po zepchnięciu z samorządowej estrady? W odpowiedzi zawsze słyszałem: pokora-pokora-pokora...

Pokornemu pomogłem (ile mogłem) w ostatniej kampanii, publikując non profit banery reklamowe. No cóż, teraz już wiem, że zawierzyłem naiwnie. 

Bo po wyborach?

Wszystko pieprznęło! Pokorny wystawił rogi, już w chwili, kiedy okazałem się niepotrzebny. Nazajutrz po zwąchaniu się z liderem partii "konsekwentnie prorosyjskiej“, z którym zawiązał stołkową koalicję. Towarzysze porozdzielali fotele pomiędzy totumfackich, nie zapominając o żonach, synach, kuzynach i konkubinach. W nepotyzm wpasowali burmistrza Jerzego Wrębiaka i jego cnota poszła na zatracenie. 

Jakby gangreny było za mało - starosta złożył do prokuratury całkiem głupi donos i próbował zastraszyć mnie za pośrednictwem namysłowskiej kancelarii prawnej.

O dziewictwie brzeskich samorządowców lepiej nie rozprawiać, trzeba im wszystko wypomnieć za trzy lata, podczas kolejnych wyborów, kiedy znowu będą bałamucić... pokorą. 

Słyszałem ostatnio, że jedną z ambicji burmistrza jest powrót naszych piłkarzy do III ligi. Za bardzo nie wyznaję się na sporcie. Myślę jednak, że sama wiara w cuda nie wystarczy. Jeśli o trzeźwość umysłu się rozchodzi, pomocnym może być Artur Kotara - burmistrz z Lewina Brzeskiego, który - jak na chłopa z PSL przystało - mocno siedzi w siodle trzymając w ręku bat i lejce. Sprawdza się w roli poganiacza osłów, których w powiecie nie brakuje.

null

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.