Półpancerz w każdym domu

Sławomir Mrożek (1930-2013) - wybitny polski dramatopisarz - wciąż zaskakuje. Autor „Tanga”, mistrz ironii, groteski, parodii i karykatury ukazywał świat zdeformowany i nonsensowny. Demaskował absurdy życia społecznego, które w nadmiarze wypełniają nasze życie.

Opowiadanie „Półpancerze praktyczne” można uznać za 66-letnią ramotkę. Ale to, jakby powiedział klasyk, mylny błąd. Lekturę odkurzyłem po kolejnych konferencjach ministra wojny, który z obliczem godnym pędzla Jerzego Dudy-Gracza, truje i tumani, a przede wszystkim Polaków przestrasza. Co raz zapodaje rewelacje o rychłym wyposażeniu armii w super broń: helikoptery, łodzie podwodne, drony, cudeńka typu „wszystko-mające mordercze” długopisy, a nawet lotniskowiec. Póki co to pustosłowie, pic nic i pisowska tragifarsa.

Mrożek pisizmu nie dożył, ale dawno opisał! Treść „Półpancerzy”, niczym bokserska rękawica, przystaje do pisowskiej mordy, a ściślej do tej najbrzydszej, którą wysoko zadziera Macierewicz Antoni. Tenże jednocześnie pełni funkcję wiceprezesa partii o bałamutnej nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”.
Krótkie opowiadanie Mrożka traktuje o siermiężnym marketingu, który czyni cuda. Czyż PiS nie zdobyło władzy reklamując się w szeregach najmniej wyrobionego targetu? Clou opowiadania to tytułowe półpancerze, które w sam raz nadają się na wyposażenie zbrojnego ramienia Macierewicza, osławionej Obrony Terytorialnej. Oddziałów, których formowanie idzie jak po grudzie, mimo że rekrutują wszystkich chętnych. Zezowatych i garbatych, wystarczy być patriotą à la PiS.

Oddajmy głos Mistrzowi Sławomirowi.
polpancerze_okladkajpg


    Jestem starym subiektem i widziałem w swoim życiu wiele towarów niechodliwych, ale żeby aż tak... Gdy otwieraliśmy paczki z ostatniego transportu — błysk metalu pozwalał przypuszczać, że są to aluminiowe garnki. Tymczasem — diabli wiedzą co się stało w dystrybucji czy planowaniu. Nasz Dom Towarowy otrzymał czterysta nowych półpancerzy, model XVI wiek, używany swego czasu przez landsknechtów. Zdaje się, że były one przeznaczone do rekwizytorni jakiegoś teatru, ale nawet gdyby tak było, to po co jednemu teatrowi tyle półpancerzy? Nie było jednak rady. Towar jest towarem i musi być sprzedany. Kolega nasz, Eugeniusz, którego uważaliśmy za specjalistę od reklamy, umieścił kilka półpancerzy na wystawie, zaopatrując je sloganami:

„Półpancerz w każdym domu”

„Jeśliś harcerz — kup półpancerz”

„Nie pomoże koń ni wieża — jeśli nie masz półpancerza” (Hasło dla szachistów)

    Na razie jednak nikt nie żądał półpancerzy. Przeciwnie — klienci odnosili się do półpancerzy z lekceważeniem a nawet z wesołością. Nie pomogły dalsze pociągnięcia kolegi Eugeniusza, który ogłosił, że co dziesiąty półpancerz, nabyty w naszym Domu — wygrywa w charakterze premii czapeczkę krakowską z pawim piórem, a co dwunasty — Piórnik z napisem: „Pamiątka z Zakopanego”. Tymczasem zbliżał się okres remanentów i sytuacja stawała się poważna.
    Wtedy właśnie zgłosił się do nas staruszek, który w zamian za udostępnienie mu kupna czajniczka do herbaty podjął się sprzedać cały zapas półpancerzy. Propozycja została przyjęta.
    Staruszek zaczął od tajnej konferencji z panem Eugeniuszem, a nazajutrz, w godzinach największego ruchu, zjawił się w PDT, podszedł do lady i rzekł do kolegi Genia:
    — Proszę o dwadzieścia półpancerzy. 

    — Niestety, sprzedajemy tylko po dwie sztuki.

    — Ale ja potrzebuję dwadzieścia sztuk.

    — Niestety, wykluczone. 

   Jako pierwszy zwrócił na nich uwagę posępny blondyn ze złamanym nosem. Zatrzymał się obok i słuchał ciekawie.

     — Panie, chociaż piętnaście sztuk, ja mam dzieci — błagał staruszek.

     — Nie mogę, łaskawy panie, nie mogę — bił się w piersi sprzedawca. 

   Już po chwili otaczał ich mały tłumek. Pośrodku klęczał staruszek i ze łzami w oczach prosił o pięć sztuk półpancerzy. Eugeniusz zasłaniał oczy rękoma, lecz nie ustępował. 

     — Gdzie się pani pcha?! — zawołał nagle posępny blondyn.
    
Na drugi dzień, gdy przechodziłem koło tandety, zauważyłem posępnego blondyna, który wołał monotonnie:

     — Plastyczne, elastyczne, półpancerze praktyczne!!!

    W czasie przerwy obiadowej przybiegł do mnie kolega Eugeniusz, zadyszany, w przekręconym krawacie i prosił o pomocnika. Sprzedano pierwsze partie półpancerzy. Niektórzy wychodzili od nas błyszcząc kadłubami odzianymi w stal, z wyrazem zadowolenia na twarzach, inni natomiast, tylko w marynarkach, wymykali się upokorzeni, obiecując sobie jednak przyjść nazajutrz.
    Zapas był na wyczerpaniu. W parku, na ulicach, zaczęli pojawiać się młodzi ludzie w eleganckich półpancerzach, którzy spotkawszy znajomych mrużyli jedno oko i mówili niedbale:
    — Gdzie kupiłem? Prywatnie. Kosztowało? Nooo, naturalnie... 7
    Staruszek został moim przyjacielem i chętnie spędzaliśmy czas na pogawędkach. I pewnego razu, kiedy łowiliśmy ryby w Wiśle, usłyszeliśmy taką rozmową:
    — Dokąd to pani idzie, pani Modrzejewska?

    — Do PeDeTu!

    — Po co! Tam nic nima! Byłam wczoraj, pytałam się o te półpancerze. Nima, słyszała pani? Nima, nima!

1951 r.

[Źródło: lektury.hostil.pl]


Leszek Juliusz Tomczuk


I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.