Osowiała Małgocha

Pisowscy propagandyści wyciągnęli z usmarkanego rękawa nagrania z podsłuchu w restauracji »Sowa i Przyjaciele«. Tym razem uderzyli w… Sowę. W księdza Kazimierza Sowę. Tenże uciął prywatną pogawędkę z… przyjaciółmi. Wszystko pięknie się komponuje: Sowa z przyjaciółmi w restauracji »Sowa i Przyjaciele«. I bez znaczenia, że knajpa dawno zamknięta i że nagrana przez podłego padalca rozmowa to omszałe gówno, które już dawno straciło sensacyjny aromat.
„Nowość” to kilka wulgaryzmów, jakie padły z ust interlokutorów. Ksiądz, a przeklina. Zgroza! A czy pislamiści i sekundujące im katabasy aby nie grzeszą słowem? Dla przykładu:
Abp Leszek Sławoj Głódź i jego sławetne „spierdalaj” - CZYTAJ
Abp Marek Jędraszewski i jego haniebna paplanina o „wysłannikach śmierci” - CZYTAJ.  
O nieczystych sumieniach pomniejszych funkcjonariuszy KK i o szefie reżimu, który co miesiąc po „modlitewnych marszach” mlaszcze o zdrajcach, gestapowcach i gorszym sorcie, hadko w ogóle wspominać.
A więc tacy świętoszkowie pałają oburzeniem, mącąc „ciemnemu ludowi” w głowach. Sensacyjnymi nagraniami zajął się Marek Król, który w okresie PRL należał do Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, a od 1979 był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od lipca 1989 do stycznia 1990 pełnił funkcję sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. W latach 1989–1991 sprawował mandat posła na tzw. Sejm kontraktowy, wybranego w okręgu Poznań-Grunwald z puli PZPR. Był rzecznikiem klubu poselskiego tej partii. Oto ekspert reżimowej telewizji ds. podsłuchów! Dlaczego akurat on? Bo żaden szanujący się autorytet w kurwizji już nie występuje. Po prostu.
Po co komu nagle znowu »Sowa« i ksiądz Sowa? Trzeba przykryć spektakularne afery kompromitujące reżim Kaczyńskiego.
Dla przykładu:
Lech Morawski, sędzia-kalosz, oksfordzki pleciuga, sprawca wypadku drogowego ścigany przez prokuraturę Ziobry.
Małgorzata Sadurska, paniusia, która idzie się nachapać w PZU niemając żadnych kompetencji do zasiadania w fotelu wiceprezesa.
Przepytywani na tę okoliczność prominentni przedstawiciele reżimu, niejaki Karczewski i nijaki Suski, nie potrafią sklecić nic sensownego. Marszczą jedynie czoła strojąc miny cichych i skromnych Wolaków. Równie spokojnie mogliby pleść dyrdymały, że to oni wymyślili akordeon, nazwany syntezatorem marszczonym. Pomysł przyniosło życie i stąd te pomarszczone czoła, kiedy ktoś ich przepytuje w temacie szokującego awansu koleżanki.

A co na to beneficjentka Małgorzata Sadurska? Nic! Kompletnie nic! Nagle osowiała.

Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.