Niepodobni do nikogo

Polskę zastawiono pomnikami Lecha Kaczyńskiego i ukazano go w przeróżnych konfiguracjach: stojącego, kroczącego, siedzącego. Do tego dochodzą liczne popiersia i tablice pozbawione dynamiki. Artyści prześcigają się z wymyślaniem czegoś oryginalnego i widać już że z braku konceptu rzeźbią bokami. Spektrum jednak jest szerokie niczym rzeki Wołga i Jenisej z rozlewiskami. Boleśnie brakuje figur klęczących, kucających i leżących. Model może przyklęknąć na zdrowym kolanie lub - z poświęceniem i pobożnie - na obu, a leżeć na boku lewym lub prawym, albo - relaksacyjnie - na plecach czy brzuchu.

Gorzej z kucaniem, bo niby co taka poza miałaby wyrażać? Choć nie krygujmy się, w końcu są takie miejsca, gdzie nawet królowie chadzają piechotą.

Pokłady artyzmu są niewyczerpalne tylko artyści leniwi i bez polotu. Można przecież sięgnąć do przeszłości i wyrzeźbić figuranta z kolejnych etapów jego życia: kiedy był pacholęciem, a potem dojrzewał i rozkwitał. Oczyma wyobraźni widzę ekspresyjny monument ukazujący bliźniaków podczas szczenięcej gry w cymbergaja. Póki co, takie dzieło, z uwagi na niepohamowaną skromność modela żyjącego, nie zostanie wzniesione. Ale w przyszłości? Kto wie...

Po zmaterializowaniu powyższych wariantów warto pomyśleć o pomniku Prezydenta Miasta Stołecznego Za Biurkiem Przeciwstawiającego Się Dzikiej Reprywatyzacji. W tym przypadku: marsowe czoło i złamane pióro - symbol odmowy podpisania trefnej decyzji.


Podobno powoli dopędzamy-prześcigamy Koreę Północną, która, jak żaden kraj w świecie, potrafi czcić swoich półbogów. Rozsiane po Polsce pomniki i pomniczki, wmurowane, gdzie tylko się dało, tablice i tabliczki, w wielu przypadkach ukazują postaci niepodobne do nikogo i gdyby nie objaśniające napisy (częstokroć z błędami ortograficznymi) potrzeba kudłatej wyobraźni by domyśleć się kogo przedstawiają.

Niechaj służby dyplomatyczne Kraju Płaczącej Wierzby biorą się do roboty i zasuwają do Pjongjangu po wzorcowe wzorce. Na czele delegacji warto postawić niezbyt ostatnio zaharowaną Beatę Kempę, która wsławiła się tym, że osobiście poleciała do USA, żeby dobrać kolor tapicerki i dywaników w samolocie Gulfstream dla VIP-ów. Dama z Sycowa ma rozmach i legendarny gust. Dobrze wie, co odpowiada - polecę klasykiem - żywotnym potrzebom całego społeczeństwa.


Zakończę przywołaniem frazy z filmu „Miś”. „My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo”.


Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.