Nie truj już stary!

Jako oświatowy dinozaur wciąż noszę w sobie traumę, kiedy klasy szkolne były "dekorowane" jak na poniższym obrazku.

img_5899jpg

Do dziś wstydzę się tłumionego zażenowania, kiedy dziatwę szkolną spędzano na apele, by gromadnie wysłuchiwała transmitowanych przez radio tyrad ludowych przywódców. Męczące nudy na pudy odchodziły na długo przed wynalezieniem »apeli smoleńskich«. Ich (s)twórca całkowicie wpisuje się w klimat czasu słusznie minionego, ale jest też coś nowego, rewolucyjny zapał Made in PiS. Przemawiając do żołnierzy, czy też wygłaszając "felietony" w Radio Maryja, popada w emfazę typową dla proboszcza bogatej i ponad miarę pobożnej parafii. Ten zaśpiew, ta dramaturgia, to spojrzenie...

Wkrótce dzieciaki pójdą do "zdeformowanej" szkoły à la Zalewska. I kto wie, czy na ścianach klas nie pojawi się jedynie słuszna symbolika, oczywiście historyczna, oczywiście pobożna, oczywiście patriotyczno-narodowa. W internatach pojawiły się pierwsze przymiarki.

W centralnym miejscu krzyż - oznaka przywiązania do tradycji i religii chrześcijańskiej z którą niezmiennie i na trwałe związane są losy narodu. Niżej po lewej stronie godło Polski, biały orzeł w koronie, po stronie prawej portret przywódcy partii, która czyni nieznane dotąd w historii wysiłki, by nasz kraj w pełni odzyskał niepodległość oraz szacunek innych.

To oczywiście fejk, wybrane fragmenty z nieistniejącego rozporządzenia ministra edukacji "O godny wygląd naszych klas". Czy to tylko beka, wzgarda i zjadliwość? Można zacząć wątpić po zapoznaniu się z opinią ludzi mądrych i rozsądnych.

Polityka 33/2017 przynosi wywiad z dr. hab. Marcinem Zarembą - historykiem i socjologiem, adiunktem w Zakładzie Historii XX wieku IH Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Studiów Politycznych PAN.

„Analizowaliśmy w Instytucie Historycznym UW nową podstawę programową nauczania historii w szkołach podstawowych. Żenująco słaba, napisana na kolanie, z błędami, intelektualnie żadna, nieporadna językowo, ale przede wszystkim przebija przez nią bardzo archaiczne postrzeganie dziejów. Fakty, daty, kilkadziesiąt postaci. Cała złożoność historii społecznej, pokazującej teraźniejszość poprzez przeszłość, została pominięta. /.../

Każdy naród potrzebuje sukcesów, osiągnięć, czegoś, czym może się chwalić, co buduje jego tożsamość. Między wrażliwością narodową a postawami ksenofobicznymi, między dumą a megalomanią granica jest cienka. /.../ Obawiam się, że efektem końcowym może być odwrócenie się od historii, zmęczenie nią i znudzenie, bo nie będzie już intelektualną przygodą. Czyli „Papa don’t preach”, jak śpiewała Madonna – nie truj już stary.

„Papą” może się stać także Jarosław Kaczyński. Gomułki w październiku 1956 r. słuchały tłumy. Potem śmiertelnie je nudził i męczył. Nazwisko Edwarda Gierka początkowo rymowano z „iskierka”, a w końcówce lat 70. parodiowano jego „wicie, rozumicie”. Nie wiem, czy punktem zwrotnym, jeśli chodzi o Kaczyńskiego, nie będzie jego wystąpienie sejmowe „w żadnym trybie”, gdy stracił panowanie nad sobą i zwyzywał opozycję od „zdradzieckich mord”. Koniec reżimów autorytarnych zwiastuje śmiech.“

Całkiem niedawno pyszniliśmy z faktu, że Europejczycy na nowo odkryli w nas... Europejczyków. Wystarczyły dwa lata byśmy "reewoluowali" do PRL-u z perspektywą Białorusi i docelowo Korei Kim Dzong Una. Wtedy lekcji patriotyzmu będą udzielać - baczność! - śmiertelnie nudni jegomoście po pas umedalowani.


Leszek Juliusz Tomczuk