Nasi na salonach

Z łosobistych (bez korekty) przyczyn z rządu Morawieckiego łodszedł niejaki Jurgiel, światowej sławy grabarz legendy konia arabskiego.

Z racji ogólnego emploi dżentelmen ów mógłby (co najwyżej) ochwaconym szkapom zadawać paszę i krowy doić, czego uczony był - sam to kiedyś wyznał - na różnych fakultetach. Czynności to szlachetne, nie obyłoby się więc bez nadzoru oborowego i stajennego. Wbicie się w garnitur ministra ds. krów, świń, ornych hektarów i nieużytków rolnych oraz żądnego unijnych dopłat chłopstwa wszelakiego, to rżenie dobijanych koni.

Posunięcie kadrowe polegające na zagospodarowaniu takiej osoby dowodzi jednego: do władzy dorwali się troglodyci.

Tak naprawdę Jurgiel uprzedził decyzje zapadłe na najwyższym szczeblu i „honorowo” odszedł ze... służby (przy każdej okazji prawił, że nie pracuje, tylko służy). Kto wie, może nie do końca jest skończony i na łez otarcie zacznie służyć w Europarlamencie?

Jurgiel to nic, czarne chmury zbierają się nad Szydłową...

Ciemną nocą syn starego Morawieckiego i I sekretarz KC PiS omawiali ewentualność odwołania wicepremier ds. społecznych, chodzi oczywiście o pachnącą rosołem „naszą Beatę”. Tak wygląda rekonstrukcja rządu, znalazł się pretekst: Chciwa Niewiasta zbiera się do Parlamentu Europejskiego, musi zatem pozbierać się z językami obcymi, by wiedzieć, że wolskie słowo „broszka” to również: broche (po hiszpańsku); brooch (po angielsku); brosche (po niemiecku) i spilla (po włosku).  

Po stronie opozycyjnej oburzenie: rządowa pieczeniara na europejskich salonach skompromituje nas do reszty!

O co to całe halo? - pytam.

Partia o bałamutnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość traktuje UE jak przechowalnię sługusów i lizusów, a przede wszystkim źródło wielkiej kasy, Która-Im-Się-Należy. Trzeba zapytać: w czym Szydło (albo Jurgiel) będą gorsi od Ryszarda Eurożenuy Czarneckiego i Karola Melexa Karskiego? Wzorcem dla „naszej Beaty” może być jej imienniczka niejaka Gosiewska - pazerna wdowa smoleńska, uznawana za najgorszą europarlamentarzystkę. Partyjni towarzysze ostro ją recenzują: „Ona nie robi nic. Tylko tyle, że przyjeżdża i wyjeżdża. Gosiewska zachowuje się wręcz tak, jakby jej w delegacji nie było. Do zdjęcia czasem gdzieś stanie. I koniec aktywności”.

A co w obecnym (nie)rządzie robi Naczelna Kłamczucha? To samo co Gosiewska zagranicą. Nic! Kompletnie nic!

Ktoś powie, że do znienawidzonej Brukseli nie powinna się rwać, bo to nieprzyzwoitość. A co tam szuka - pytam - Zdzisław Krasnodębski, zapiekły przeciwnik zjednoczonej Europy, po Czarneckim wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego? Ten profesor Uniwersytetu w Bremie (!) swoją niechęć wobec Unii wyraża w każdym niemal zdaniu przy każdej okazji. Beata »27:1« na unijnych salonach szybko się odnajdzie i będzie czarną perłą. A Jurgiel? Czarnym koniem.



Leszek Juliusz Tomczuk




I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.