Majster śmierci

O Jarosławie Kaczyńskim napisano już wiele. O wiele za wiele, jak na człowieka bez ponadczasowych zasług i porywczego polityka, którego tabun lizusów nazywa mężem stanu, naczelnikiem, a nawet demiurgiem. Ów niski człowiek niczyim mężem nie był i nigdy nie będzie. Niby dlaczego kogoś, kto przez całe życie knuje i dzieli ludzi, mamy nazywać »mężem stanu«? 

Napisano o Kaczyńskim wiele, ale i on sam się wysilił ubarwiając życiorys w autobiografii: "Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC". Tchórzowskie sytuacje przekuł w „niezauważone“ i w „niedocenione“ bohaterstwo. Oto fragment mrożący krew w żyłach Brudzińskiego, Błaszczaka i pozostałych akolitów: Mroźny dzień i okno szeroko otwarte. Esbek siedział w grubym golfie. W pewnym momencie, jeszcze przed sprawą lojalki, gdy zaczął sugerować, choć bardzo ostrożnie, jakieś możliwości współpracy, powiedziałem, że wolałbym wyskoczyć przez to okno - a było to wysokie piętro - niż współpracować. On na to, że to tak łatwo się mówi, a gdy spojrzy się w dół, to przestaje być takie proste. Ale okno zamknął.  

Scena niemal filmowa, pełna grozy, w której mógłby się odnaleźć jedynie James Bond. Ale to nie hollywoodzka fabryka snów, ani angielskie Pinewood Studios, gdzie Bonda kręcą, to Polska i tutaj dokazuje przaśny Dżejms Błąd, którego heroizm jest kabaretowy.

Kaczyński to zdolny do wszystkiego polityczny dziwak, któremu udało się otumanić prawie 30% elektoratu. Zabrakło argumentów do „zamachu“, więc postanowił zatańczyć na grobach. Niechby tylko na wawelskim sarkofagu z onyksu miodowego, tu jest zgoda, ale dlaczego nie daje spokoju reszcie ofiar smoleńskiej katastrofy? 

Otwieranie trumien to koszmar. Żeby pojąć jego wagę trzeba przeczytać wywiad z profesjonalistą. - Kto wie, jak może wyglądać środek metalowej trumny, w której ponad sześć lat temu zamknięto ludzkie szczątki, ten rozumie, że lepiej tego nie otwierać – mówi Adam Ragiel, technik sekcyjny i ekspert od konserwacji zwłok. - Wszystko pływa - dopowiada. 

Z tym czymś będą musieli się zmierzyć prokuratorzy i wątpię, czy tego chcą, do cmentarnej roboty przymusili ich cyniczni gracze. Ekshumacje są dowodem, że prezes Kaczyński i mistral Macierewicz nie liczą się z nikim i z niczym. Broniłbym oberprokuratora Ziobrę, który jest bez wyjścia, musi wykonywać polecenia, bo bez prezesa jest nikim. 


O wyrafinowanej grze pisowskich „kolesi“ świadczą słowa Joachima Brudzińskiego zapisane przez Teresę Torańską (1944-2013) w niedokończonej książce „Smoleńsk“: Ciało prezydenta przełożono do innej trumny. Próbowano je poddać zabiegom plastycznym. Jarkowi bardzo zależało, by przywrócić mu normalność. Wykonawca sarkofagu, Jan Siuta przyznał, że kilka dni po oficjalnym pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu, sarkofag został otwarty po raz kolejny. Niestety nie podaje powodu zasłaniając się tajemnicą do której się zobowiązał, podpisując dokument, w którym był paragraf nakazujący mu milczenie. 


Andrzej Stasiuk w najnowszym felietonie (Tygodnik Powszechny - 45/3513) o roli, jaką Kaczyński powinien odegrać przy ekshumacji brata i bratowej: Jest szefem kraju i majstrem śmierci. /.../ w listopadzie, gdy nie ma już much, powinien zrobić to sam. Bez lampy, bez świecy, pod zasłoniętymi oknami, tak byśmy wszyscy przyszli i widzieli. Powinien zrobić to własnymi rękami...


Leszek Juliusz Tomczuk


I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.