Kuśka

Panorama para-normalnieje! To nie ironia, a komplement, zwłaszcza, że pochodzi z mojej klawiatury. Po co jednak przed czasownikiem niedokonanym ta «para»? Cóż, pełnej normalności wciąż nie widać, ale już blisko, wystarczy zrobić mały krok i pogonić pewną parę.

Dawno nie pochylałem się nad nielubianym tygodnikiem, nie czytałem zniechęcony kalaniem polszczyzny, monotonnością przekazu, brakiem rzetelnej korekty i  - co tu kryć - tryumfującą amatorszczyzną. Panorama odstraszała również tym, że przez dekadę robiła za propagandówkę samorządowego bufona, którego kreowano na półboga. W pewnym okresie nieomal w każdym wydaniu publikowano jego odrealniony wizerunek, czyli wystudiowane w Photoshopie portrety w stylu Kimów z Korei Północnej. Samorządowy idol miał nawet bujną czuprynę, choć w realu fryzura była licha. Człowiek z Panoramy wyparował, bo w obiegu publicznym już nie funkcjonuje, pomijając sądy w których bywa regularnie. Znaczy się istnieje, ale niewiele znaczy. Wszak trudno kogoś wychwalać za zaangażowanie w malutkim Kępnie w budową Parku Wodnego. Taki news na pierwszej stronicy wyglądałby na ponury żart z podtekstem: brzeżan już wykąpał, teraz kąpać zamierza innych. 

Objaśniam okoliczności w jakich złamałem abstynencję upajając się Panoramą. Wydarzenie miało miejsce w jednej z tanich jadłodajni, które w Brzegu wyrastają niczym grzyby po deszczu. W takich lokalach trunków nie serwują, więc w oczekiwaniu na zamówiony „obiad dnia” rzuciłem się na ciepłą jeszcze Panoramę, porzuconą przez jakiegoś konsumenta, który przede mną spożył ten sam zestaw: jarzynowa + mielony za jedyne 11,50,- bez kompotu. Oczekiwanie na smaczności nie trwało długo, może ze cztery minuty, dokładnie tyle, ile zwykle poświęcam na lekturę całego pisma. 

Co tam znalazłem? Spokojne i całkiem ciekawe newsy, jakbyśmy mieli do czynienia z zupełnie normalną gazetą. Ot, różności z Brzegu i okolicy. Szkoda, że już na pierwszej stronicy posadzono parę ortograficznych błędów z zakresu pisowni wielką literą. Ale odpuśćmy, Panorama niechlujną korektą stoi i w tym zakresie normalności pewnie nie doczekamy. 

Miłośnikom psów i kotów, miłującym przy okazji poprawną polszczyznę, niejako na osłodę, opublikowano groźnie zatytułowany wywiad z szefem Prokuratury Rejonowej w Brzegu: Nie będę tolerował znęcania się nad zwierzętami. Już tradycyjnie nie napisano, kto z prokuratorem konwersował, a w samej wypowiedzi zabrakło uściślenia, czy przed udzieleniem wywiadu pan prokurator znęcanie się nad czworonogami tolerował. No bo skoro teraz już nie będzie? Hm... Wiem, czepiam się. Dobieranie tytułów to jednak sztuka trudna, nie wymagajmy od amatorów cudów. W sumie podbudowałem się lekturą, dowiedziałem się mianowicie, że beznamiętny egzekutor prawa nosi w sobie gorące serce. Hoduje 10 kotów i dwa psy. Brawo!

Niestety, dalej już było tylko gorzej, po staremu, bowiem dalej do pieca dokłada niezmordowana para dziennikarskich stachanowców.

null

Na 20 stronie czarnobiała fotografia zadowolonego z siebie autora i legendarne "Drogi do wolności".  Przedruk, a w żargonie gastronomiczno-dziennikarskim - odgrzany kotlet, z ogólnopolskiego czasopisma. Komu smakuje takie danie? Nikt z inteligentnych ludzi, jakich znam, nie potrafi wyjaśnić fenomenu takiego dziennikarstwa. O co chodzi - zachodzę w głowę - bo na pewno nie o pieniądze, może o sławę? Co nieco wyświetla tytuł „artykułu” - STRACH I PRZERAŻENIE. Bujna wyobraźnia podsuwa diagnozę. Ten typ żurnalistyki to dolewanie oliwy do ognia. Ale po co? Żal oliwy.    

Przebrnąwszy przez ogłoszenia drobne wzrok zawiesiłem na plecach Panoramy. A tam co? Etatowy nudziarz, któremu nie kończą się tematy w naparzaniu na wszystko, co napatoczy się pod klawiaturę. O czym tym razem był tekst? O wszystkim! Miszmasz w knajackiej retoryce. Jak zwykle nic nowego. Niedawno wróciłem z Italii i dlatego „felieton“ nazwę po włosku: nawijanie makaronu na uszy. 

Szczególną uwagę przykuwa wątek obyczajowo-erotyczny, tu zmuszony jestem przywołać pikantny cytat. 

Harasma (Krzysztof Charamsa? - LJT) /.../ nie umiał spokojnie wysiedzieć na tyłku i pochwalił się w mediach, że swędzi go kuśka. Księżulek wykupił w kiosku zapas wazeliny i z głupim uśmieszkiem na twarzy bryluje przed kamerą.  

Tej frazy nie skomentuję, to poletko seksuologów i psychoanalityków, nie zamierzam odbierać im chleba. 

Zakończę parafrazą jednego ze zdań, jakie tenże autor pomieścił na ostatniej stronicy Panoramy: To przykre, że największym pajacem lokalnego dziennikarstwa stał się znowu brzeżanin.

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.