Klocki Lego

Trzy momenty przesądziły, że polityka Andrzeja Dudę przestałem traktować poważnie i zacząłem uznawać za nie mojego prezydenta. Ten i ów się żachnie, że pisać tak nie przystoi, wszak dostał demokratyczny mandat do sprawowania tej zaszczytnej funkcji. No i co z tego, kiedy ostro narozrabiał i swoimi wyczynami wyczerpał kredyt zaufania? Najgorsze, że stał się marionetką i robi za paprotkę.

Moment pierwszy.
„Ułaskawienie” Mariusza Kamińskiego skazanego wyrokiem nieprawomocnym (!), co Duda wytłumaczył za pomocą pokrętnej retoryki, mowy charakterystycznej dla kaczystowskiego zakonu: „chciał uwolnić wymiar sprawiedliwości od jego sprawy”.

Wtedy zapaliła się czerwona latarnia.

Moment drugi.
Przyjęcie pod osłoną nocy (godz. 0:15) ślubowania od pisowskich nominatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Niezłomny Kancelista Prezesa narobił wstydu na cały świat! Czy mieliśmy do czynienia - pytam - ze ślubowaniem w obliczu nadciągającego kataklizmu, końca świata albo ostatecznej zagłady? Wystarczyło towarzystwo zwołać zaraz po śniadaniu i nie byłoby obciachu.

Czerwona latarnia przygasła.

Moment trzeci.
Będąc na nartach rozpromieniony pan Duda z dziką satysfakcją skomentował stęchłe papierzyska Kiszczaka, deprecjonując cały dorobek wolnej Polski: „to jest właśnie III RP”.

Czerwona latarnia zgasła, nastała ciemna ciemność.

Po tych „momentach” zaliczam pana Dudę do dworskiej kamaryli prezesa i nic już odeń nie oczekuję. Wyglądam końca kadencji. Nie ma sensu organizować akcji referendalnych celem odwołania kiepskiej głowy państwa, bo w rozgorączkowaniu możemy wybrać kogoś równie beznadziejnego, jeśli nie gorszego. Pan Duda nie utraciłby zaufania nawet wtedy, gdyby nie spełnił obiecanek złożonych w toku kampanii wyborczej. Jestem wyrozumiałym, napędzanym empatią naiwniakiem. Dopuszczam, że prawie każdy pieczeniarz pragnący żyć na koszt podatnika obiecując ile wlezie, czyli łże. W tym względzie pan Duda nie różni od reszty klasy politycznej. Jest po prostu bez klasy. Tym bardziej, że został surowo zrecenzowany przez profesora z klasy do której uczęszczał i gdzie dochrapał się tytułu doktora nauk - a psik! - prawnych.

Mam świadomość, że jeszcze większe bzdury wygadują inni pisopolitycy: Ziobro, Kempa, Waszczykowski, Sasin, Błaszczak, Jaki, Brudziński… No i oczywiście nienażarta dama tytułująca się profesorką, z komsomolskim zapałem popisująca się na Facebooku, gdzie upublicznia cudaczne przemyślenia. Jej pisemne wypowiedzi są równie niechlujne, jak te emitowane paszczą. Sadzi ordynarne byki gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne i interpunkcyjne (współczuję studentom). Jest arcymistrzynią w nieużywaniu spacji i zasługuje na tytuł »Manuałowego Troglodyty Internetu«.

Jeżdżę po głowie państwa, a przecież w tej głowie może buzować coś dobrego, no bo skąd tabun otaczających go klakierów? Fakt. Jest ładny, pobożny, rozmawia po angielsku i szusuje na nartach. Zdaniem niektórych święci także sukcesy. Spektakularne - dodać należy. Oto anonimowy wpis internauty:

Mimo wszystko nie można odmówić prezydentowi Dudzie pewnych zasług. Do tej pory sądziłem że Lech Kaczyński był najgorszym z polskich prezydentów: kapryśnym, obrażalskim i sterowanym przez brata-socjopatę.
A tu proszę - w ciągu pół roku PAD wykazał się znacznie bardziej niż jakikolwiek z jego poprzedników. Szkoda jednak, że wybrał takie kategorie jak łamanie konstytucji, pogarda dla prawa, prymitywny cynizm i żenujące podporządkowanie się Kaczyńskiemu.
Gratuluję "dobrej" zmiany, panie "Prezydencie Wszystkich Polaków".

Przesądzający o utracie zaufania do pana Dudy trzeci moment to coś, czego mu nie odpuszczę. O „koszmarze” III RP wypowiada się człowiek, który w dniu 13 grudnia 1981 roku miał 11 lat, 7 miesięcy i 3 dni. Nie doczekawszy skradzionego przez gen. Jaruzelskiego „Teleranka” biedaczyna musiał zabrać się za układanie klocków Lego.


duda_lego1.jpgAndrzej Duda - foto: dziennik.pl


Jako ambitny jedenastolatek po cichu pewnie marzył o przyjęciu w szeregi ZHP i że kiedy zmężnieje zostanie kimś ważnym. A tymczasem inni: Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Mazowiecki, Lech Kaczyński (nie mylić z Jarosławem), i wtedy jeszcze emocjonalnie zrównoważony Antoni Macierewicz oraz wielu innych - z narażeniem życia walczyli o wolną ojczyznę. Wszystko dla dobra rodaków, także tego, który 6 sierpnia 2015 r. stał się pierwszą osobą w kraju, składając ślubowanie na Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej.


Pokora, panie Duda. P-O-K-O-R-A