Kapownik Kempy

Beata Kempa - sztandarowa persona w rządzie swojej imienniczki - z gracją pisowskiego czołgu zablokowała upublicznienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego. O „wstrzymaniu publikacji“ zawiadomiła prof. Andrzeja Rzeplińskiego, uzurpatorskim i bezczelnym pismem. Dlaczego epistoły nie napisała uprawniona do tego Beata Szydło - nie wiadomo. Nasuwa się racjonalne wytłumaczenie: taką bumagę mogła podpisać, bez poczucia obciachu, jedynie niedouczona administratywistka, uczestniczka fakultetów organizowanych na Uniwersytecie Wrocławskim, uczelni z piętnem koszmarnego imienia, jakie do roku 1989 nosiła.
Daty wskazują, że Szefowa Kancelarii Rady Ministrów (rocznik 1966) legitymuje się dyplomem szkoły, której patronował... Bolesław Bierut. Jednak przy kolegach partyjnych, b. członkach PZPR: Stanisławie Piotrowiczu, Wojciechu Jasińskim oraz konfidencie Bogusławie Kowalskim (TW ps. „Mieczysław“ i „Przemek“, obecnie prezes PKP), a więc nosicielach «genów pierwszego sortu» rumienić się ze wstydu nie musi, otacza się bowiem wypróbowanymi towarzyszami.

Studiowanie we Wrocławiu ujmy nie przynosi, nawet jeśli nauki pobierało się za komuny. To uczelnia znakomita, było nie było matecznik lwowskiej szkoły, ostoja profesorów, którzy wskutek wojennej zawieruchy na Dolnym Śląsku znaleźli nową ojczyznę.
Absolwentka legendarnej Alma Mater, zasiadająca w rządzie sterowanym z tylnego siedzenia, gdzie słychać rechot za nic odpowiadającego jątrzyciela, nie musi zaraz obnosić się z indolencją. Manifestując prawnicze niedouczenie prowokuje do zadania pytania: czy we Wrocławiu rzeczywiście tak łatwo zdobyć szlify specjalistki prawa administracyjnego? Jak można się czuć, kiedy naukowe autorytety grzmią, że blokowanie publikacji wyroku TK, czyli zaniechanie urzędnicze, jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności? No cóż, Duda, Szydło, Kempa i cała reszta towarzystwa, to ludzie nieprzemakalni, ślepo realizujący wolę prezesa. A ten, na początek, usiłuje zdeptać sądownictwo, by na gruzach zbudować Polakom szczęście wedle oderwanych od życia reguł.

Ryzykuję, że po powyższym wywodzie wielbiciele prezesa zaliczą mnie do Polaków «najgorszego sortu», a może nawet nazwą «resortowym bękartem». Z takimi obelgami zdążyłem się już oswoić, bo w przeszłości «stałem, gdzie stało ZOMO» i byłem «zakamuflowaną opcją niemiecką».
Godzę się z degradacją, jako ten, który podbudował się rozmachem manifestacji Komitetu Obrony Demokracji. Do jej sukcesu z pewnością przyczynił się bezdennie głupi wyskok Szefowej Kancelarii Rady Ministrów. Dziękuję pani minister uprzejmie, bardzo dziękuję.

kempa.jpgFoto: Newsweek

Krótko bo krótko, ale ogrzałem się w blasku sławy Beaty Kempy. Bodajże na przełomie lat 2006/2007 uczestniczyłem w nasiadówce z jej udziałem, kiedy zawitała do Opola na odprawę z kadrą kierowniczą Służby Więziennej. Wówczas, jako prawa ręka Zbigniewa Ziobry (podsekretarz w resorcie sprawiedliwości) „opiekowała się“ rodzimą penitencjarystyką. Dlaczego akurat zapamiętałem opiekę? Podczas rzeczonej narady pani wiceminister pokazała twarz dobrej matki służb mundurowych.
Z rozbrajającą szczerością wyznała, że obejmując wysoki urząd była przekonana iż szeregi więzienników składają się z ludzi tępych, takich bezrozumnych klawiszy. Doznała poznawczego szoku! Okazało się że ma do czynienia z kadrą znakomicie wykształconą, podczas peregrynacji po więziennej Polsce spotyka całe rzesze prawników, pedagogów, psychologów, ekonomistów i logistyków. Zaskoczyła ją wiadomość, że nawet wychowawcy muszą legitymować się wyższym wykształceniem.

Po latach tamten spicz oceniam, jako podlizywanie się do funkcjonariuszy od pracy których zależy jej ministerialna pozycja. Akurat w lizusostwie Beata Kempa jest zahartowana, na tym polu ma zasługi ogromne, wystarczy zobaczyć czołobitność okazywaną Tadeuszowi Rydzykowi - KLIKNIJ

O dobrotliwym obliczu Kempy już wspomniałem. Podczas tamtej narady pokazała też ministerialne szpony. Zademonstrowała mianowicie zeszyt, służący jej za „kapownik", podzielony na wszystkie jednostki organizacyjne SW. Poszczególne areszty i zakłady karne miały w kajeciku swoje strony, gdzie pani wiceminister stawiała… plusiki i minusiki. Po co? By błyskawicznie ocenić danego dyrektora.

Naradę zakończono życzeniami owocnej służby dla IV RP - part 1. Amen.