Kadrowa dekadencja

Ławka kadrowa PiS-u jest krótka. „Czerwono-biała drużyna” wypłowiała i do tego stopnia sczezła, że nie ma już komu robić dobrej zmiany. Władza sama zaczyna wsadzać się do pierdla, a to znak, że chyli się ku upadkowi. Sytuacja jest rozwojowa, do więzienia można trafić mimo tego, że było się niezwykle uczciwym, szlachetnym, honorowym i wybitnym, niczym ex szef KNF niejaki Marek Ch. 

Poniżej kilka zdań o drugoplanowych aktorach sceny politycznej, którzy pojawiają się w mediach próbując wytłumaczyć się z turbulencji w jakie wpadła partia-żywicielka.


1.

B jak Bielan. Pałęta się po różnych studiach i tokuje, tokuje, tokuje... Ględzi do zamęczenia!

Kim jest Bielan? Czterdziestoczterolatek, który ani sekundy (!) nie przepracował w normalnej, ludzkiej robocie. Całe życie paraduje w garniturkach aparatczyka, młodzieżowego działacza i w końcu partyjnego aktywisty. W przynależności do różnych koterii politycznych prześciga go (a może nawet nie) Ryszard Eurożenua Czarnecki, który - jak powszechnie wiadomo - jest człowiekiem po przejściach: z partii do partii. Bielan studiował na prestiżowej SGH i... poległ. Tytułuje się politologiem, ale trudno dociec, gdzie ostrzył ostrogi.

Takie są kadry prezesa.

2.

C jak Czaputowcz. Kadrowy „eksperyment” prezesa, czyli minister spraw zagranicznych, w radiowej Trujce (d. Trójka) skwitował, że Frans Timmermans jest mocno zakłopotany cofką pisu w zakresie ustawy o Sądzie Najwyższym przez co stracił paliwo do rozgrywek politycznych we własnej frakcji. Czaputowicz argumentuje w stylu odkrywcy San Escobar pokazując, że wolska dyplomacja przypomina buszującego w składzie porcelany słonia. Starego, ślepego, głuchego, no i przede wszystkim głupiego.

Takie są kadry prezesa.

3.

G jak Gryglas. Bolesną pustkę po rzadko tokującej w TVN24, Beacie »jeśli pani pozwoli« Kempie, wypełnia niejaki Gryglas Zbigniew. To b. członek (właściwe słowo) .Nowoczesnej, którą osierocił przechodząc do Porozumienia niedojadającego Gowina i ostatecznie zadomowił się w klubie parlamentarnym PiS.

Nie ma sensu zastanawianie się nad ideologiczną ewolucją jaką musiał przejść, by wreszcie odnaleźć się wśród swoich. Wiele wyjaśnia jego ogólne emploi i fizis, cechy absolutnie nienowoczesne. Z Wikipedii możemy się dowiedzieć, że to odwieczny dyrektor czegoś tam. Drogę do dyrektorstwa musiał mieć nieprostą. Nie zdziwiłbym się, gdyby miało się okazać, że to „dyrektor z awansu społecznego”, który, zanim zasiadł w obrotowym fotelu, latami tracił zdrowie na wielkich budowach socjalizmu, jako spawacz skomplikowanych konstrukcji stalowych.

Takie są kadry prezesa.

4.

H jak Horała. Pisowski czynownik bez umiaru tokuje po tefałenach i innych, dopuszczających go przed kamerę, stacjach. Młodzieniec po przejściach. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 kandydował bez powodzenia z listy UPR. W tym samym roku przeszedł do Prawa i Sprawiedliwości. Był radnym dzielnicy Chylonia. W 2006, 2010 i 2014 wybierany na radnego Gdyni. W 2014 jednocześnie, bez powodzenia, ubiegał się o miejską prezydenturę i... poległ. Również bez powodzenia kandydował na prezydenta Gdyni w roku 2018, uzyskując żałosne 16,9% głosów. Modelowy nieudacznik polityczny.

Takie są kadry prezesa.

5.

T jak Terlecki. Kiedy podmarszałek kroczy po sejmowych korytarzach i zwrócony zadem do dziennikarzy udziela „wywiadów”, odnosi się wrażenie, że zamierza się urwać z roboty by zdążyć do pobliskiego Lidla. Dowiedział się właśnie, że rzucili tam świeży towar z Ekwadoru i może załapie się na skrzynkę bananów.

Takie są kadry prezesa.

6.

Ż jak Żalek. Członek nad członkami, gdzie on już nie członkował?: ZHP, ZHR, PTT-K, WOPR, AZS, AWS, MK, KK, SK-L, KoLiber, PP, LPR, ChRS, LPR, UPR, PiS, PO, KZ-M, PR, PJN, ZP...

Ufff... Zbrakło tylko ZBOWiD-u, ORMO i Wielkiego Churału Mongolii.

Takie są kadry prezesa.


P jak puenta.

Nie było nic na S, jak Szydło, Sasin i Suski, no i o pozostałych prominentach grupy trzymającej władzę też nie było. Ale co nowego o takich tuzach można napisać?

Jesteśmy świadkami największej afery w dziejach wolnej Polski, afery KNF. Władza grzmi (strasząc pozwami) by nie nazywać jej „aferą PiS” lub - nie daj Panie Boże - „aferą Kaczyńskiego”. Słusznie! Prezes nie uznaje podróbek, prezes zasługuje na więcej. Bo to Prezes Jest Jedną Wielką Aferą.


Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.