Jarosław Orwell

Guru sekty politycznej o szokującej - jak na sektę - nazwie PiS, z uporem godnym lepszej sprawy gumkuje historię Polski. Na „spotkaniu z czytelnikami“, zorganizowanym w Centrum Konferencyjnym Kopernika w Warszawie, stawiło się kilkaset osób z pisowską wierchuszką na czele. Była m.in. właścicielka żałobnego głosiku Beata Szydło oraz Marek Kuchciński, chłop z którym - jak to niedawno skwitowała Ewa Kopacz - coś się porobiło. Wszyscy ogromnie zainteresowani tym, co do powiedzenia ma autor autobiografii: "Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC".


Prezes pojechał po bandzie i bałaknął. 

Gdyby nie mój śp. brat, cały ten nurt, który się przeciwstawiał postkomunizmowi by nie powstał. /.../ My mogliśmy rozpocząć działalność, bo zastępcą Lecha Wałęsy w Solidarności, potężną postacią faktycznie kierującą związkiem był mój brat. 


Po co w ogóle było wymieniać nazwisko elektryka z Gdańska? Przecież wiadomo, kto stworzył świat, kto pierwszy poleciał w kosmos i kto wynalazł maść na krosty. Internet pęka od memów o pierwszeństwie w każdej dziedzinie. Poznajemy kolejne, dotąd zakłamywane, milowe osiągnięcia geniusza z Żoliborza. 


orwell.jpg


Nie doceniałem prezesa. To pilny czytelnik autora »Folwarku zwierzęcego« George'a Orwella, który dogłębnie wczuł się w treść antyutopii pt. »Rok 1984« i z lektury tej czerpie bez opamiętania. Rządząc Polską z pozycji pojedynczego posła, który za nic nie ponosi odpowiedzialności, buduje Polakom narodowe szczęście. Materializuje genialną myśl Orwella: Kto kontro­luje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością. Albo jego rozszerzoną wersję w brzmieniu: Kto rządzi przeszłością w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi te­raźniej­szością, w tego rękach jest przeszłość

Kaczyński liczy pewnie na amnezję współziomków, ogólnonarodowe nieoczytanie czyli po prostu na ludzką głupotę. Przy każdej sytuacji plecie więc te swoje androny (trele-morele, hocki-klocki, trzy po trzy, tere-fere, ecie-pecie, dyrdymały, brednie, bzdury, niedorzeczności, duby smalone i głodne kawałki). Starzeje się w okropnym stylu stając się ględą, wodolejcą i bajarzem. 

Chciałby pewnie, aby apel smoleński był odczytywany przed każdym seansem kinowym, a nawet w gabinecie dentystycznym przed rozpoczęciem borowania górnej, prawej trójki. 


W Trujce (dawniej: Trójka) wieczorową porą wypociny o samym sobie czyta grafoman Bronisław Wildstein, co spotkało się z niespotykaną dezaprobatą słuchaczy. Pisowskiego prezesa żadna siła nie jest w stanie zaciągnąć do radia, za niskie dlań progi, musiałby jakiś usłużny Lisicki, czy inny dziennikarski lizus, pofatygować się na Żolibórz po nagranie. Co zatem robi ten bochater (pisownia adekwatna do poziomu bohaterstwa)? Czyta własną autobiografię w trakcie wieczornych obrad sejmu! 


orwell1.jpg


I bez znaczenia jest to, że w tym czasie pisowska zawartość izby „debatuje” nad ostatecznym udupieniem Trybunału Konstytucyjnego. Prezes świeci przykładem wyznaczając kanon lektur obowiązkowych.


Czy jesteśmy w stanie uwolnić się od pisowskiego szaleństwa? Receptę daje George Orwell: Nieposłuszeństwo jest prawdziwą podstawą wolności, posłuszni muszą być niewolnicy. 



Leszek Juliusz Tomczuk


I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.