Inna twarz suwerena

Pamiętacie pisowskie jaja, znaczy się humor taki, kiedy podczas manifestacji poparcia »dobrej zmiany« niesiono „transparent“ z naturalnym ścierwem lisa? Tym razem żaden z demonstrantów nie taskał kaczego dzioba czy oskubanego kupra, nie było też złamanego szydła ani nadgryzionego ziobra, pardon, żebra.
Skąd to wszystko wiem? 7 maja 2016 r. przez Warszawę przemaszerowało ćwierć miliona Polaków sprzeciwiających się demolowaniu ojczyzny. Wszystko widziały moje oczy, bowiem również maszerowałem, przyczyniając się do imponującej frekwencji. Bredzenie podkomendnych ministra od policji, że przez stolicę idzie ok. 45 tys. demonstrantów nie zasługuje na splunięcie. To rodzaj propagandy wzorowanej na komuszych standardach. Lizusy prezesa typu Mariusz Błaszczak nie zaczarują rzeczywistości.

Niestety, po drodze nie spotkałem „reportera“ Klaudiusza Pobudzina (d. TV Trwam), który w temacie sobotniego marszu mógłby nałgać ile wlezie w głównym wydaniu wiadomości TVP i przedstawić ludzi przemykających przez Nowy Świat, czy przerzedzoną grupkę z Placu marsz. Józefa Piłsudskiego, gdzie demonstrancja się kończyła. Brak na reporterskiej barykadzie Goebbelsika TVPiS spowodował, że reżimowa telewizja podała (być może nieopatrznie), że w marszu uczestniczyło... 200 tys. ludzi. Uwzględniając poprzednie „relacje“ adresowane do naiwnych płatników abonamentu, jedynie takie nasuwa się wytłumaczenie.
Spotkałem za to Jarosława Kurskiego (brata nieszczęsnego Jacka), którego poprosiłem o ocenę frekwencji. Kto jak kto, ale doświadczony redaktor był w stanie na gorąco ocenić sytuację, tym bardziej, że przez jakiś czas obserwował przewalającą się ciżbę z podwyższenia. Odpowiedź szefa Gazety Wyborczej była wielce oryginalna: idzie raptem 700 osób i właśnie się... rozchodzimy. Taki rodzaj poczucia humoru odróżnia nas od zwolenników sekty Jarosława Kaczyńskiego. Tamto środowisko preferuje dowcipkowanie łopatologiczne, dosadniejsze, takie jak wspomniana na wstępie heca z lisią skórką.

Jako swoisty rodzaj happeningu odebrałem błogosławieństwa kierowane do tłumu przez krucjatę różańcową zgromadzoną na balkonie schodów Kościoła Świętego Krzyża (Krakowskie Przedmieście 3). Za komentarz niech posłuży poniższy obraz.


dsc07352.jpg

 

Demonstranci odpowiadali uśmiechem, życzliwie odmachiwali pozdrawiając błogosławiących. Ten i ów przy okazji próbował zrobić oryginalne selfie. Marszałek Bogdan Borusewicz docenił akcję kwitując, że pobłogosławionym lżej będzie dalej maszerować.


wawa_collage_fotor.jpg

 

W świat poszedł jasny przekaz: nie wszyscy Polacy godzą się na polityczną hucpę PiS i jawnie przeciwstawiają się szarogęszeniu się ekipy bezczelnych nieudaczników, którzy demolują prawo i usiłują zainstalować ustrój państwa wzorowany na modelu republiki bananowej dowodzonej przez wszystkomogącego szamana, który praktycznie jest bezkarny i za nic nie ponosi odpowiedzialności.


Nie ma sensu pochylać się nad show prezesa, który odpowiadał na pytania internautów w trakcie trwania demonstracji, co transmitowała reżimowa telewizja. Dlaczego? Bo Kaczyński jątrzy i kłamie niemal w każdym zdaniu. Wstyd też oceniać słowa Andrzeja Dudy o liderach manifestacji („to jest śmieszne“), bo wypowiedział je prezydent-marionetka, człowiek o głupawym uśmiechu i orator operujący pustosłowiem.


Jaka panowała atmosfera? Było wspaniale! Dzięki doskonałej organizacji i zapewne cudownej pogodzie. Wyczuwało się podniosły nastrój i szczerą troskę o losy kraju. Przemarsz najdłuższej flagi Polski trwał 10 minut i 44 sekundy!

Damy radę, z pewnością.

 

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.