Gołąbek pokoju

FAKT24.PL w filmiku zatytułowanym ”Wielka Sobota Jarosława Kaczyńskiego” pokazuje scenkę z prywatnego życia człowieka, który potrząsa Polską, traktując ojczyznę, jak poobijane jajeczko pod skorupą którego umościł się zbuk. Wstrząsową metodą bada i zabiera się (chaotycznie, jak na doktora-niezgułę przystało) za „leczenie“ chorego organizmu państwa. 

 
Nie pochyliłbym się nad tematem, gdyby nie zajmujący wpis AIN - znajomej z Fb: Z poczucia obowiązku obejrzałam jak Jarek poszedł poświęcić jajko, i poza tym, że nawet sam koszyczka nie niósł, co mnie w zasadzie nie dziwi, bo on co weźmie w rękę to wygląda karykaturalnie i pokracznie, to skonstatowałam, że on się nawet porządnie przeżegnać nie umie. Nie to żebym się czepiała już byle czego, ale to jest człowiek, który nie sprawdza się w absolutnie żadnym aspekcie życia. To jest podręcznikowy socjopata.

 
Ostro? Owszem, ale celnie. Określenie socjopata jest oczywiście trafne, choć w warstwie wizualnej bliżej mu do safanduły. Bo safanduła to gamoń i niedorajda (oszczędzę  synonimów pozostałych, bo zahaczają o wulgarność), socjopata zaś to osobnik nierespektujący podstawowych norm etycznych i nieliczący się z cudzymi opiniami i łatwo popadający w konflikty. Wszystko co w tym zdaniu stoi, do Jarosława Kaczyńskiego pasuje jak ulał. 

 
AIN wiernie oddała „fabułę“ filmu w którym tak naprawdę wiele się nie dzieje. Manifestujący pobożność polityk zawsze budzi podejrzenia, zwłaszcza taki, który zamiast bliźnich łączyć, dzieli ich i działa z iście diabelskim zamysłem. 

 
Rzeczywiście, Kaczyński nie potrafi się przeżegnać. Nieskoordynowane wymachy górną kończyną nie mają nic wspólnego z symbolem krzyża. Ot, nabożna fuszerka, kościelne na odwal się. W ostatniej scenie pada ostra kwestia, prezes odpędza fotoreporterów odzywką: dajcie żyć! No cóż, niech dziennikarz się cieszy, indagowany mógłby polecieć klasykiem i sypnąć wiązkę: »Spieprzaj dziadu!«. Nachalnego pismaka mogli też spacyfikować ochroniarze, eskortujący prezesa wraz z dziewczynką i koszyczkiem ze święconką.  


Wielka Sobota, fason trzeba trzymać. 


A niby dlaczego mieliby dać spokój? - pytam. Katolik, osoba publiczna, po wyjściu z kościoła pokrzykuje na maluczkich. Człowiek, który ogromnej liczbie współziomków nie daje żyć w spokoju i wypędza ich na ulice. 

Owszem, niektórzy źle nie mają, pożyć im daje i to całkiem obficie: totumfackim, najbliższej kamaryli, pociotkom, a nawet kierowcy śp. Mamusi oraz osobistej wizażystce. 

»Dobra zmiana« przekształciła się w „dojną zmianę“, co w Otwocku przypieczętował wysoko posadzony polityk, a de facto podłokietnik nadprezydenta.


Całkiem niedawno w Łomży, a więc w przedwielkanocny czas pokuty, pisowski wódz łajał gorszy sort Polaków. - Dziś ci, którzy z nami walczą, przybierają barwy ochronne. To te barwy, które widać dziś na tej sali, barwy biało-czerwone. To ci sami, którzy mówili, że Polska to anachronizm, to ludzie od Palikota, Palikot tak mówił. To ci, co chodzili do rosyjskiej ambasady skarżyć się na PiS. Ci, co mówili, że w Katyniu nie było ludobójstwa. Ci, co uprawiali pedagogikę wstydu, którzy próbowali wmówić Polakom, że ponoszą winę za wszystko, co złego wydarzyło się w ostatnim stuleciu w tej części Europy. Ci, co ograniczali lekcje historii. Ci, co wyśmiewali wszystko związane z patriotyzmem. Ci, co złamali wszystkie zasady kultury po tragedii w Smoleńsku, którzy deptali wszystko, co jest w naszej kulturze święte.

Taki oszczerca, taki jątrzyciel, nagle przyfruwa z gałązkę oliwną w dziobie i wyskakuje z propozycją okresowego wyciszenia emocji. Co to w ogóle ma być?! Dla mnie: karykatura miłosierdzia. 


golabekpokoju.jpg

Człowieku, daj żyć!



I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.