Głód nauki

Odjechanymi wizjami w zakresie głosowania w imieniu osesków, a nawet embrionów, majaczący z głodu polityk dopędził, a momentami już przegania, pisowską wierchuszkę. Siłą rzeczy pozycja Krula Inteligęcji (tego od carycy) słabnie, a jego tron niebezpiecznie się chwieje. W końcu można pojąć, dlaczego Wysoki Jarosław zasiadł na stołku ministra szkolnictwa wyższego, zamiast - jak na początku zapowiadano - w MON. Podstawowym kryterium był właśnie wzrost. Innych pasujących doń resortów zabrakło. Nieestetycznie by wyglądało, gdyby rosły drągal stanął na czele, dajmy na to, ministerstwa miniaturowych opakowań z kompetencjami do zarządzania terenami bagienno-nizinnymi (jeżeli takiego resortu jeszcze nie ma, trzeba natychmiast powołać!). By zrównać się z ogółem należałoby spiłować wzrost, co jest bolesne, choć tu z pomocą mógłby przyjść marszałek senatu, w cywilu chirurg, który specjalizuje się w karkołomnych operacjach umysłowych. W polityce wystarczy skarlenie intelektualne i już się jest równym pomiędzy równymi.


Za Gomułki Mały był całkiem - nomen omen - mały i dlatego wciąż tkwi w dzieciństwie, w czasach, kiedy najbezpieczniej czuł się w fałdach mamusinej spódnicy. Na starość, powodowany sentymentalizmem, rekonstruuje przeszłość. W mrocznym PRL-u najważniejszą osobą był I sekretarz KC PZPR i wtedy już wymarzył, że kiedy podrośnie (czego Bóg nie wysłuchał), zostanie kimś równie ważnym. Nie dziwota zatem, że z Gomułkowszczyzny czerpie ile udźwignie. W marcu 2018, pół wieku po wypędzeniu z Polski Żydów, zrekonstruował… Marzec’68. Impreza bardzo się udała. Podziw rozszedł się od Tel Awiwu po Waszyngton.


Mam graniczące z pewnością przekonanie, że kiedy Adrian bronił doktoratu to mamusia z tatusiem zadbali, by do tornistra włożyć kanapkę z szynką przekładaną sałatą. Nie zapomnieli o termosie z herbatką. Była też instrukcja, kiedy powinien się posilić. Po obronie z opróżnionym termosem i zmiętym papierem po kanapkach poszli się pomodlić rodzinnie.

Nie dziwmy się że teraz podpisuje wszystko co geniusz z Ciemnogrodzkiej mu podsunie. Został bez rodzicielskiej opieki, zabrakło wskazówek typu „co w danym momencie robić”. Zawetowanie ustawy degradacyjnej było wypadkiem przy pracy. Czym to tłumaczyć?! Termos nie trzymał ciepła? Kanapki były nieświeże? Zwiędła sałata?


„Duda jest inkarnacją »człowieka bez właściwości«, kimś, kto z przeciętności uczynił sobie bożka, a własną pospolitość kocha w sobie najbardziej” - napisał w Polityce Jan Hartman. Czy tylko niezłomnego Adriana pan profesor miał na myśli? Cytat jak ulał pasuje do pozostałych bohaterów dzisiejszej czytanki.


Oni się cały czas czegoś uczą. Bez przerwy. Oni się uczą w mieszkaniu, oni się uczą w samochodzie, kiedy jadą, oni się uczą w samolocie, kiedy lecą, oni się cały czas czegoś uczą. Jak się nie uczą tego, co mają powiedzieć, to się uczą tego, co będą chcieli kiedyś powiedzieć, i wydaje się im, że warto, i w związku z tym czytają jakąś książkę. Jeżeli nie, to uczą się języka – nowe słówka… Cały czas się czegoś uczą. Bo uważają, że to jest jedyna droga do tego, żeby cały czas trzymać się na wysokim „c”.



Leszek Juliusz Tomczuk



I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.