Felieton hybrydowy

Spadło nieco śniegu, wspaniała okazja do przewietrzenia futer z norek i zamanifestowania w intencji jakiegoś nie-Polaka, choćby sowieckiego agenta, który posługiwał się pseudonimem »Wolski«. To ten, który odpowiada za mroki stanu wojennego, straszne wydarzenie w dziejach kraju, które prezes Polski przesiedział pod mamusiną spódnicą, a sam moment jego ogłoszenia do południa przespał.
No więc nagły atak zimy (w kategoriach meteorologicznych: powiew chmur kłębiastych z frontu wschodniego) był okazją założenia na grzbiet hybrydowego umundurowania, rzeczonych futer i wyjścia na place oraz ulice polskich miast. PO południu, PO lekturze Gazety Wyborczej, PO kawie i PO wchłonięciu codziennej porcji kawioru - celem pokazania, że wciąż wielbimy generała (tego w ciemnych okularach), któremu ipeenowscy prokuratorzy ostatnio przetrząsnęli willę, wywożąc 17 pakietów starych papierzysk. I bez znaczenia jest to, że właściciel historycznej makulatury już nie żyje i z pewnością smaży się w piekle. Skoro my żyjemy, musimy się czymś pożywiać, niechby przeszłością. Miniony czas trzeba rozkminić do bólu, ażeby w końcu ustalić: kto zaprzańcem, kto patriotą, kto na cokół, a kto ma przywdziać pokutny wór.

Prezes Polski już dawno sygnalizował konieczność zlustrowania zdrajców. Jak zwyciężać mamy wyśpiewał. Tak jest! Na żoliborską nutę, z iście patriotycznym zaśpiewem, wielka uczta dla uszu. Przypominam brawurowe wykonanie „Mazurka Dąbrowskiego“, kiedy to nakreślił kierunek walki - POSŁUCHAJ.
Jako wizjoner, myśliciel i zarazem wyższego sortu poeta przetransponował tekst Józefa Wybickiego, wydobywając z przepony następującą kwestię: „z ziemi włoskiej do Wolski“. I stała się jasność! Już wtedy IPN miał podstawę wkroczenia do willi generała Wojciecha Jaruzelskiego (TW Wolski). Nie marudźmy jednak, lepiej późno niż wcale. Lemingi w odstawce, TKM - teraz-kurwa-my.

Na najwyższych szczeblach furorę robi wizja prof. Andrzeja Zybertowicza o Komitecie Obrony Demokracji, który miałby być sterowany przez Rosję. A ta - wiadomo - prowadzi w Polsce... wojnę hybrydową. Jeśli w istocie tak jest, to w klimat wojenny wkomponował się minister od dyplomacji Witold Waszczykowski. Zapraszając świadomie Komisję Wenecką, która beznamiętnie obnażyła nędzę prawa stanowionego przez pisowskich geniuszy, zdradził samego prezesa!

Od toruńskiego profesora, którego prezydent Bronisław Komorowski określił mianem „użytecznego idioty“, jestem ociupinkę starszy.


naukowahybryda.jpgWIĘCEJ

 

Momentami i ja zaczynam w sobie dostrzegać przejawy idiotyzmu, czego wczesną zapowiedzią było to, że jako nieuświadomiony dzieciak zajmowałem się zbieractwem. Zgromadziłem sporą kolekcję znaczków pocztowych obrazujących tamtą epokę. Były to pamiątki głównie peerelowskie, wychwalające niesłuszny ustrój i ówczesnych wodzów, zarówno rodzimych jak i tych z pozostałych Krajów Demokracji Ludowej. Zdobyłem cudeńko z wizerunkiem Lenina, Marksa i Engelsa, a nawet skancerowanego Stalina, który w znaczeniu filatelistycznym stracił na wartości, a w sensie politycznym był spóźniony, bo właśnie zakończono kult jednostki. Za to dzisiaj wiele znaczy, wręcz o wszystkim może przesądzić.


marks-engels-lenin.jpg

 

Od paru dni na próżno usiłuję odnaleźć nadszarpnięty zębem czasu klaser. Zamierzam ułatwić robotę smutnym panom z IPN-u, którzy niechybnie zakołacą kolbami do drzwi. Grzebanie w dowodach przeszłości jest dla mnie czymś okropnym, można nabawić się jakiejś gangreny, co w moim wieku ocierałoby się o samobójstwo. Dlatego poczekam na ipeenowskich siepaczy.


Niebawem wiosna, zapomnimy o futrach z norek, przesiądziemy się na rowery by popedałować na bazarek po wegetariańską marchew i świeże wydanie gazety Michnika i salonowego Kurskiego, którą pisowski zuch - Mariusz Błaszczak nazywa »biuletynem KOD-u«.
Śnieg nam niestraszny, wiosna i tak będzie nasza, a ja mam do przekopania przydomowy ogródek. Grzebanie w ziemi to dla mnie życiowy dramat, tak samo, jak przewracanie papierzysków.
Już wiem co zrobię!
Narwańcom z IPN-u uprzejmie doniosę, że poprzedni właściciel działki, stary komuch, a obecnie prominentny członek Prawa i Sprawiedliwości, pod gruszą coś zakopał, zdaje się czerwoną legitymację. Może przy tej okazji przekopią cały ogródek?

Liczę na łut szczęścia, a nuż uda się odkopać sentymentalną zgubę: guzik z orzełkiem bez korony, który odpadł z hybrydowego munduru, kiedy przebywałem w domu na przepustce z wojska. Ludowego Wojska Polskiego!

Ech, młodości...