Dobra zmiana w Brzegu

Jestem zdegustowany „dobrą zmianą“, bo nie czuję się za dobrze w kraju nękanym przez sektę polityczną, która zaprowadza gomułkowski ład. Przyznaję (bez cienia ironii), że w Brzegu dobra zmiana dzieje się naprawdę, widać nawet jej pozytywne efekty. Zastopowano rządy samorządowca, który zapuścił miasto, a mimo wszystko chciał rządzić dalej, brzeżanie jednak nie dali na to przyzwolenia. Napędzany podszeptami arcyważnej urzędniczki, kłócił się ze wszystkimi o wszystko, zamęczał gadulstwem oraz rozsyłał na lewo i prawo „listy otwarte“, nie załapał się na czwartą kadencję. 


Pan Jerzy Wrębiak wywodzi się z formacji, którą uznaję za szkodliwą, ale przyglądając się jego dotychczasowym czynom jestem mile zaskoczony i przyznaję, że taki rodowód mi nie przeszkadza. Nie jest bowiem klasycznym pisowcem. Nie przejawia zajadłości ani fanatyzmu, nie epatuje też „nieskalanym patriotyzmem“, co typowe dla pisowskich gigantów. 


Brzeg powoli dźwiga się z zapóźnienia i doszlusowuje do podobnych miast, które w przeciwieństwie do nas nie stanęły w miejscu. Przykładem remontowane chodniki przy Piastowskiej (dzieło nie do ruszenia w przeciągu 12 lat) i oddanie do użytku udręczonej procesami ulicy Mikołaja Reja. 

Jerzy Wrębiak z pewnością już myśli o drugiej kadencji. Ma ją w kieszeni, wystarczy że spełni kolejne obietnice, a wiele na to wskazuje, że tak właśnie będzie. 

Borykam się z pewnym dylematem. Jako ufny wyborca z reguły zawierzam nowo wybranym decydentom. W początkowym okresie rządów kolejnych burmistrzów byłem ich stronnikiem, by w kolejnych latach, jako rozczarowany, stanąć po drugiej strony barykady. Władza demoralizuje, a dłuższa niż dwie kadencje, demoralizuje absolutnie. Rządzący obrastają w piórka i mają gdzieś głos suwerena. Czy tak będzie w przypadku Jerzego Wrębiaka - zobaczymy. 

Jeśli chcesz poznać prawdziwy charakter człowieka, daj mu władzę - mawiał Abraham Lincoln.  


Na dobrą zmianę wciąż czeka powiat brzeski, bo rządzi tam skostniały układ. Sfastrygowana rodzinnie układanka bez ideologicznego kręgosłupa. Jakby powiedziała pisowska gwiazda: grupa kolesi z PiS i PSL.


Leszek Juliusz Tomczuk




I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.