Czy leci z nami pilot?

Gaduła nie do zatrzymania, czyli pisowski speaker, Jacek Sasin wyskakuje jak Filip z konopi z zawołaniem, że „jest aż nadto powodów“ by Donald Tusk stanął przed Trybunałem Stanu. Ten, który gadką bez trzymanki ostro konkuruje z koleżanką z Sycowa, strzela pomysłami niczym radziecka katiusza. Mgr Beata Kempa, bo o niej mowa, to administratywistka uważająca się prawniczkę pełną gębą i reklamująca siebie, jako „legalistkę sensu stricto“. Tych dwoje w studio rozsadza każdy dyskurs. 

W ich stylu pojechała feministyczna aktywistka Anna Zawadzka, której nachalne tokowanie w TVN24 przerwał red. Andrzej Morozowski, gospodarz programu „Tak Jest“. Wykazał się rewolucyjną czujnością, ale przy okazji obnażył własną niekonsekwencję. Kempie ani Sasinowi ślinotoku nigdy nie zastopował, choć ględzą o wiele koszmarniej. 

Tefałenie, czy leci z nami pilot?


Taki nagłówek prasowy: Wiceminister mówi o podwyżce cen paliw. Jego przełożony słucha, a wieczorem... „Nic o tym nie wiem“. Kierowcom głosującym za PiS z pewnością otwierają się w kieszeniach scyzoryki. Nazajutrz temat wycisza sama Beata Szydło uspokajająca, że to pomysły ekspertów, a jej rząd nie zamierza windować cen benzyny. Na razie - należy dodać. 

Jednego dnia Szydło, wsłuchana w nauczanie purpuratów, staje na frontowej linii obok prezesa, jako gorliwa zwolenniczka zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Po wybuchu protestów feministek stanowisko „łagodzi“, przekonując, że wypowiedziała się... prywatnie. Śmiać się czy płakać? Tak się zachowuje cyrkowa żonglerka, a nie premier rządu 40 mln kraju. Oj, wyobraźnia podpowiada mi, że »dobra zmiana« wymaga personalnej korekty. Popłakującą Beatę (prezes nazywa ją pieszczotliwie „Powiatowa”) zluzuje premier z tabletu, albo podstarzały prezes wszystkich prezesów. Kwestia czasu. 

Na wizerunek rządu ciężko pracuje paru gigantów, m.in. pisowski Kononowicz, czyli minister od rolnictwa. Geodeta, który uczył się gleby i dojenia. Podczas kampanii wyborczej mieszkańcy Janowa Podlaskiego pognali PO i gremialnie zagłosowali za »dobrą zmianą«. Dzisiaj miasteczko boi się utraty miejsc pracy w renomowanej stadninie. Niepotrzebnie, dojarze i dojarki na »dobrej zmianie« skorzystają. Zluzowane po arabach miejsca zapełni się rogacizną i po strachu.

Rządzie, czy leci z nami pilot?


Pan Zbyszek na środku wzburzonego oceanu. Rozpostarł żagle dzięki PO, której „zabrakło“ 5 głosów do postawienia go przed Trybunałem Stanu. Że ów szkodnik dostał tak potężną władzę, to wyłączna zasługa nieudaczników kierowanych przez Ewę Kopacz. Pan Zbyszek rozsyła durnowate listy i zwołuje kabaretowe konferencje prasowe celem „zgłębienia i objaśnienia“ tego, co w listach nabazgrał. Platforma z kolei rozpacza, że polskie sądownictwo zatapia niedouczony prawnik, który podczas studiów jechał na trójczynach i nie zrobił zawodowej kariery. 

Czy polityk ów dorobi się kiedykolwiek autorytetu męża stanu? Wątpię. Już jest bogaty inaczej, mimo krótkiego okresu urzędowania dorobił się wielce wymownych przezwisk: »Zbyszko z Zasrańca« i »Znak Zerro«. Niedawno widziałem pana Zbyszka na żywo, bacznie obserwowałem jego tokowanie i spostrzegłem, że upaja się własnymi słowami: pustosłowiem, gadką dla gadki. Uprawia swoisty onanizm werbalny. 

Pana Zbyszka dyskredytuje coś jeszcze. Zdanie o Andrzeju Dudzie, wypowiedziane w roku 2014, kiedy pojechał po bandzie: „Jeżeli ktoś kogoś zdradził, to on się zachował jak taki Judasz. Poszedł za srebrniki do prezesa Kaczyńskiego, choć dzięki nam znalazł się w polityce”.

Dziś panowie razem na tej samej barykadzie, ze sztandarami »dobrej zmiany«. 

Panie Zbyszku, czy leci z nami pilot?


Rzeczpospolita opublikowała wywiad z Andrzejem Dudą. Prezentuje się tam człowiek „żałujący“ wygłoszonej w Otwocku, ku uciesze gawiedzi, kwestii - nie kryjmy, wielce bezczelnej - o »dojnej Polsce«. Żyjący na nasz koszt polityk, ślizgający się dosłownie i w przenośni, wydający fortunę na samolotowe peregrynacje i dopieszczający finansowo swój dwór - w końcu żachnął się sam na siebie. 

Widzicie? Przyznał się do błędu, dokonał ekspiacji! A że nie przeprosił? To szczegół...

Bracia Karnowscy, Skwieciński i Lisicki zyskali argument do gloryfikowania prezydenta PiS-u i zaraz napiszą: przestańcie krytykować, to ludzki pan, omylny człowiek z krwi i kości. 

Od siebie zapytam: dlaczego w wywiadzie mówi o sobie w drugiej osobie? Niektórzy chcieliby, aby prezydent Andrzej Duda w ogóle się nie ruszał, tkwił w Pałacu, przez pięć lat nic nie robił i tylko siedział pod żyrandolem. Prezydent Andrzej Duda nie będzie siedział pod żyrandolem.

Bardzo śmieszne i absolutnie żałosne. 

Przyprezydencki Andrzej Dera, grzmiący niedawno o rozrzutności kancelarii Bronisława Komorowskiego, z głupią miną usprawiedliwia wydatkowanie ponad 862,5 tys. zł na nagrody. 

Panie prezydencie, czy leci z nami pilot?


Adam Szostkiewicz („Polityka“): Zaglądam do wywiadu z prezydentem Dudą w „Rzeczpospolitej”. Zero treści politycznej, refleksji na dłuższą metę w szerszym, międzynarodowym kontekście. Za to pełno banałów. Każdy się myli, stwierdza prezydent /.../. Zapraszanie polityków różnych opcji jest obowiązkiem dziennikarskim. Ale prywatnie nie widzę sensu w rozmowach z aktywistami obozu nowej władzy. Jeśli ich słucham, to z obowiązku zawodowego. Prywatnie nie mam do nich ciekawości.

Mądre słowa, Panie Redaktorze!

Optymizm za to nie opuszcza prof. Jana Hartmana, który konstatuje: Kaczyński mięknie, PiS się boi..


No cóż, umysł filozofa sięga głębiej i z zasady wyprzedza przyszłość. Oby słowa Pana Profesora spełniły się jak najrychlej. 


Leszek Juliusz Tomczuk


I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.