Cnotliwy osioł

Często zerkam w lustro sprawdzając, czy ta twarz wygląda znajomo i czy jej właściciela nie dopada pisowska paranoja. Jak niebezpieczni są dzierżący stery państwa sekciarze, doświadczam na własnym organizmie. Żeby do końca nie zwariować sięgam po lekturę na milimetr nieprzystającą do wydarzeń dziejących się w Krainie Płaczącej Wierzby.
Ostatnio zatopiłem się w przepastnej „Księdze morza”, autorstwa Mortena A. Strøksnesa, norweskiego dziennikarza, fotografa i pisarza. Svenska Dagbladet rekomenduje: „Niezwykle bogata książka, która mimo że pęka w szwach od wiedzy o morzu i historii, wciąż pozostaje lekka i porywająca”.

Żeby zapomnieć o współczesnej Wolsce nie wystarczy powyłączać (a może powyłanczać?) reżimowe kanały totalnej (dez)informacji. Polityczna zoologia gramoli się drzwiami i oknami, wciska poprzez najmniejsze szczeliny. Ostatnim ratunkiem, swoistą autoterapią, pozostaje pasjonująca lektura. Ale czy na pewno?

Morten A. Strøksnes przypomniał.
Jeszcze w wieku XIX, za złamanie ludzkiego prawa można było postawić przed sądem zwierzęta. Psy, szczury, krowy, ba, nawet stonogi więziono i oskarżano o wszystko - od zabójstwa po nieobyczajność. Wyznaczano obrońców, wzywano świadków, przestrzegano wszystkich ówczesnych procedur. Wróble oskarżano o zbyt głośne ćwierkanie podczas nabożeństwa. Świnie, które zaatakowały małe dzieci, skazywano na smierć. We Francji pewną świnię odziano w ubranie, zaprowadzono pod szubienicę i powieszono. W 1750 roku natomiast kary za przykry epizod uniknął osioł, ponieważ ksiądz poświadczył, że zwierzę prowadziło przedtem cnotliwy żywot.

Z wieku XIX niepostrzeżenie prześliznęliśmy się w wiek XXI (rzymska jedynka przeniosła się za dziesiątkę, różnica ledwie kosmetyczna) i - śmiem twierdzić - zmieniło się niewiele. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego przodkowie tak traktowali zwierzęta. Pewnie z paraliżującego strachu, z obawy, że zapanuje chaos i anarchia. Zapewne wierzyli, że wszystko, co ludzi otacza, świat zwierzęcy, cała przyroda, może istnieć dzięki nakazom moralności.

Na czele państwa stoi człowiek z korzeniami wyrastającymi z ideologii XIX wieku, polityczna skamielina, ikona PRL, nieszczęśnik z rozklekotanym sumieniem, piekielnie wystraszany. Polską politykę opanowali sekciarze i próbują nas - osławionego suwerena - traktować, jak psy, szczury, krowy, stonogi, wróble i świnie. O wszystkim chcą decydować za nas. Uszczęśliwiają na siłę, wręcz na chama. Bo tylko oni wiedzą, co nam w życiu potrzeba.

Jeszcze trochę, a zacznę udawać osła, któremu zostaną odpuszczone grzechy, występki a nawet przestępstwa. Wystarczy, że wstawi się za mnie ksiądz, poświadczający, że prowadziłem cnotliwy żywot.



i-ksiega-morza-czyli-jak-zlowic-rekina-giganta-z-malego-pontonu-na-wielkim-oceanie-o-kazdej-po_1jpg
Morten A. Strøksnes: „Księga morza czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku” str. 336 - Wydawnictwo Literackie 2017.


Leszek Juliusz Tomczuk



I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.