Boże, chroń Jarosława!

Боже, Царя храни!

Możecie wyobrazić atmosferę w kraju po nieszczęśliwym wypadku, gdyby prezes poślizgnął się na skórce od banana i solidnie pogruchotał kości? A że już niemłody, mogłyby się pojawić komplikacje doprowadzające do najgorszego, czyli pożegnania z tym łez padołem.
Pisowskie barany utraciłyby arcypasterza.
I nikt mi nie wmówi, że pomazaniec Brudziński zdoła pisowskie stado utrzymać w ryzach. I niechby nie wiem, jak się napinał i jak był wspierany przez nijakiego Błaszczaka, bez arcyprezesa sekta popadnie w ruinę i rozpierzchnie się po śmiesznych partyjkach.

Nie kryję, że ten scenariusz wygląda interesująco, co nie oznacza, że komukolwiek życzę pośliznięcie się na skórce owocu rośliny z rodziny bananowatych (Musaceae Juss.). Nikomu nie winszuję, nawet prezesowi. Żal Polski. Kudłata wyobraźnia podpowiada: zapanowałby wtedy klimat koszmarniejszy od tego, jaki przeżywaliśmy po smoleńskiej katastrofie.

Dlatego my: zdrajcy, esbecy, złodzieje i komuniści, zakamuflowana opcja niemiecka, ludzie o niesprawnych głowach, towarzystwo z niższej półki, puczyści i zamachowcy, nosiciele genu zdrady narodowej skarżący się zagranicą, element animalny, ludzie o twarzach specjalnej troski, a więc wszyscy my - Polacy gorszego sortu - módlmy się o zdrowie dla prezesa.
Po co te modły? Śledztwo Ziobry, wspieranego przez Macierewicza, ponad wszelką wątpliwość ustali, że skórkę od banana podrzucili - no kto? - oczywiście wyżej wymienieni.

Odżałujmy 1,85 mln zł wydatkowanych na ochronę i pancerne limuzyny, którymi prezes peregrynuje po naszym pięknym kraju i zagrzewa do nieustawania w boju.

Od siebie podszepnę. Politycznie zdeptany polityku! Nie ryzykuj, nie gramol się na tę nieszczęsną drabinkę. O wypadek nietrudno, a przecież to nie my - obywatele o twarzach specjalnej troski - drabinę podstawiamy.



PS. W Warszawie najlepsze banany są na Nowogrodzkiej...

Leszek Juliusz Tomczuk

I think that, as life is action and passion, we should share the passion and action of our time at peril of being judged not to have lived at all.